Neosceptyk kontra Ateista (cz. 3.)

Dyskusja poszłaby dalej, ale Laik zapytał o to, czy mówienie o wartościach chrześcijańskich ma sens. Przywołał także kontrowersyjną wypowiedź Tadeusza Bartosia, wedle której preambuła do polskiej konstytucji jest skandalicznie konfesyjna. Twierdzenie byłego dominikanina zostało oprotestowane przez Ateistę, a potem wypowiedział się Neosceptyk i dyskusja wróciła na właściwe tory. Tak oto powstał kolejny odcinek filozoficznego dialogu rzeki. Jeśli potrzebujesz powtórki zajrzyj tu albo przejdź do początku.

Dygresja o wartościach i powrót do tematu alternatywnej rzeczywistości

Laik: Neosceptyku, odnosząc się do polemiki Piotra Szwajcera ze Stanisławem Obirkiem, zdiagnozowałeś u niego logiczną ślepotę na jedno oko, a nie na oboje. Wydało mi się, że tym samym przyjmujesz pogląd, wedle którego nie ma sensu mówić o wartościach chrześcijańskich. Jestem więc ciekaw, czy zgadzasz się z rozważaniami Tadeusza Bartosia, wyrażonymi w monologu, który znalazłem, czytam:

A preambuła w Konstytucji RP, która mówi: “My naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”? Ta formuła autorstwa Tadeusza Mazowieckiego jest formułą kościelną. To jest katolicka teologia, wzięta ze starszej tradycji oraz z nauczania Soboru Watykańskiego II o niewierzących. Osobliwa, wątpliwa, z punktu widzenia filozofii wręcz dziwaczna, religijna formuła jako wspólna podstawa dla narodu polskiego1?

Ateista: Pozwólcie, że się wtrącę, bo to dla mnie ważne. Przyznając rację Tadeuszowi Bartosiowi, trudno powoływać się na konstytucję, aby uzasadnić rozdział państwa od Kościoła. Najważniejszy akt prawny w Polsce okazuje się w najlepszym wypadku wewnętrznie sprzeczny. Nawet jeśli zawiera deklarację tworzenia świeckiego ładu, już sam w sobie jest jego pogwałceniem i znikąd ratunku. Liberalna lub lewicowa reforma konstytucyjna nad Wisłą to w dającej się przewidzieć przyszłości marzenie ściętej głowy. Ale na szczęście nie muszę przyznawać racji byłemu zakonnikowi, co więcej, wypada mu zaprzeczyć. Wydaje się jasne, że autorzy preambuły przedstawili chrześcijańską interpretację pochodzenia prawdy, piękna i dobra, a niewierzącym dali wolną rękę, przez „źródło” mogą rozumieć cokolwiek.

Laik: Prawdę powiedziawszy, nie rozumiem, co ma na myśli Tadeusz Bartoś, gdy mówi o dziwaczności formuły na gruncie filozoficznym i jej rzekomym pochodzeniu z rozważań religijnych. Zarzut z punktu widzenia współczesnej filozofii, tej miłośniczki wszelkiej ekstrawagancji, wygląda absurdalnie. Autorzy konstytucji nawiązali do myślenia zapoczątkowanego przez Platona, wykorzystali także pojęcie wartości, które do filozofii wprowadził Immanuel Kant. Gdzie tu pojawia się rzekome wypaczenie wprowadzone przez teologiczne rozważania o ludziach niewierzących?

Neosceptyk: Nigdzie. Tadeusz Bartoś uznał formułę za dziwaczną najprawdopodobniej dlatego, że sam wyznaje określone i bynajmniej nieoczywiste stanowisko filozoficzne. Inaczej mówiąc, neguje uniwersalizm piękna, prawdy i dobra albo odrzuca pojęcie wspólnoty narodowej, albo jeszcze coś innego. W najgorszym wypadku nie ma takiej formuły łączącej przedstawicieli zantagonizowanych światopoglądów, którą uznałby za zadowalającą. Nie zmienia to jednak faktu, że w preambule pojęcie wartości zostało użyte w całkiem zrozumiały sposób. Przez wartość należy rozumieć to, co pożądane z uwagi na dobrostan. Istnieje jednak inne, bełkotliwe użycie słów, w słownikach się zdarza, że znaczenie pojęcia etycznego odsyła do jego znaczenia2. Przy innych okazjach zamiast powiedzieć, że wskazuje się na określoną wykładnię pojęć ogólnych – która twierdzi na przykład, że prawdziwa miłość między kobietą a mężczyzną wymaga ślubu – robi się wodę z mózgu.

Ateista: Ale może lepszy byłby świat, w którym religii nigdy nie było? Spójrz na dzisiejszych ludzi. Uznają, że nie potrzebują obrządków, ślubów i przysiąg na całe życie, szczęścia szukają poza religią. Nawet jeśli minione wieki pozostawały pobożne, to dziś mamy takie miejsca na świecie, które albo się zlaicyzowały, albo podlegają szybkiej laicyzacji.

Laik: Tylko dokąd to prowadzi? Ludzie uwalniający się od religii odnajdują jej opresyjny wpływ w coraz to nowszych i niespodziewanych miejscach. Skoro ktoś już przystał na to, że trzeba dostosowywać się do światopoglądowych ekstrawagancji poszczególnych jednostek w imię równości, będzie musiał pójść za ciosem. Uznał już, że w imię komfortu różnych indywiduów trzeba akceptować pisanie Boga małą literą i usuwać krzyże z miejsc publicznych, a teraz zgodzi się z Tadeuszem Bartosiem, który zapewne potrafi rozwinąć i uzasadnić interpretację, wedle której preambuła do polskiej konstytucji ma klerykalny charakter.

Neosceptyk: Laiku, wyjaśniający wstęp do konstytucji z pewnością jest filozoficznie i światopoglądowo tendencyjny. Uznaje istnienie wartościowego, chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego, nie włącza do wspólnoty tych, którzy uważają, że prawdy bądź dobra, bądź piękna nie trzeba wywodzić albo odrzucają uniwersalizm, albo robią jeszcze coś innego. Im więcej punktów widzenia uwzględniasz, tym bardziej grozi ci patrzenie znikąd, a formuły wyrażające wspólnotę stają się coraz bardziej puste. Jeśli zaś chodzi o świat, o którym mówił Ateista – w którym Bogu nigdy nie słyszano – to właśnie ze względu na ową ciągłą drażliwość wynajdującą coraz to nowsze momenty opresji, jest trudny lub wręcz niemożliwy do pomyślenia. Wchodzi się tu na teren czystej spekulacji i niejasnych fantazji podobnych do religijnych wyobrażeń, wedle których może istnieć alternatywna rzeczywistość zamieszkiwana przez istoty rozumne nic niewiedzące o istnieniu śmierci i mięsożerstwa. Ludzkość ongiś żyła w świecie bez reszty mitycznym i stąd w humanistyce występują osobliwe prądy interpretacyjne, reprezentowane przez znakomitych myślicieli. Wśród nich warto wymienić między innymi Ernsta Kantorowicza, Leszka Kołakowskiego, Reinharda Kosellecka, Ernsta Tugendhata. Według nich pojęcia kluczowe dla nowoczesności – takie jak korporacja, prawa człowieka, rewolucja – powstały dzięki zeświecczeniu pojęć teologicznych3.

Ateista: Nie zapominaj o autorach, którzy wskazywali na twórczą rolę myślicieli areligijnych. Trudno zgodzić się z poglądem, że myśl sekularna to tak naprawdę popłuczyny po teologii, ponadto – jak słusznie wskazywała Helena Eilstein – na podstawie treści objawionych można wysnuć całkiem odmienne przekonania moralne, społeczne i filozoficzne4.

Neosceptyk: Mamy tutaj do czynienia z konfliktem równoważnych racji, rozstrzyganym na podstawie subiektywnych preferencji badawczych. Sporu nie sposób uniknąć w naukach czerpiących swoją siłę z tworzenia coraz to nowszych interpretacji wybranych tekstów, przynajmniej okresowo uznanych za kanoniczne. Osobiście nie wierzę, że można wydostać się ze studni, ciągnąc za cholewki własnych butów.

Ciąg dalszy nastąpi…

Przypisy

1T. Bartoś, Polski katolicyzm atakuje każdego, rozm. A. Swoboda, „Gazeta.pl”  [dostęp 28.06.2019],

2Mirosław Żelazny ma rację, gdy pisze: Język współczesnej etyki aż się roi od najróżniejszych form pozorów, pseudowiedzy, słów, pod które nie potrafimy podłożyć żadnego znaczenia. Sama jego specyfika sprawia, że podejmowane w nim problemy wpadają w koleiny beztreściowego myślenia, które okazuje się pustym gadaniem wiodącym na bezdroża, albo, co gorsza, do zastąpienia argumentacji aksjologicznej presją i przymusem. Odwołajmy się tu, dla przykładu, do podstawowego dla etyki pojęcia „wartość”. W przytoczonym słownik (języka polskiego – przyp. R.Ż.):„Cecha lub zespół cech właściwych danej osobie lub rzeczy, stanowiących o jej walorach.” Czym zaś jest walor? „wartość, znaczenie (zwykle dodatnie); zaleta.” Podstawmy zmienne: wartość to cecha lub zespół cech właściwych danej osobie lub rzeczy, stanowiących o jej wartości”. M. Żelazny, Filozofia i psychologia egzystencjalna, Toruń 2011, s. 158-159.

3Proszę czytelnika w tym miejscu o wybaczenie braku rozbudowanych przypisów zawierających wykład z wymienionych autorów. O skłonności humanistyki do wynajdywania najróżniejszych, zaskakujących, często też naciąganych powiązań genealogicznych chyba wystarczająco świadczą przywołane słowa Tadeusza Bartosia.

4Patrz H. Eilstein, Biblia w ręku ateisty, Warszawa 2006.

1 komentarz do wpisu “Neosceptyk kontra Ateista (cz. 3.)”

Dodaj komentarz