Neosceptyk kontra Ateista (cz. 6.)

Neosceptyk polemizując ze scjentyzmem w sprawie wartości wiary religijnej, odwołał się do krytyki rozumu instrumentalnego. Takie posunięcie w dyskusji jest zasadne tylko o tyle, o ile życie pobożne wymyka się racjonalności kalkulującej i stąd wzięła się wymiana zdań zawarta w czwartej i piątej części dialogu rzeki. Dobiegła ona do momentu, w którym trzeba wrócić do punktu wyjścia i rozwinąć wątek intelektualnej genezy, inspiracji neosceptycyzmu.

6. Kontrowersyjne inspiracje. neosceptycyzm a Szkoła Frankfurcka – część pierwsza albo czytanie artykułów Hanny Walentowicz

Laik: Neosceptyku, sformułowałeś przekonanie, wedle którego racjonalność instrumentalna próbuje przezwyciężyć mit. Walczy z takim samorozumieniem człowieka, które umieszcza go w siatce zagadkowych i cudownych zależności, ale ostatecznie prowadzi do jego uprzedmiotowienia, bo podporządkowuje jednostkę czynnikom zewnętrznym, tyle że już zgoła niebajecznym. Czerpiesz inspirację z twórczości Theodora Adorna i Maxa Horkheimera, twórców Szkoły Frankfurckiej. Dla wielu polskich prawicowców twoje źródła filozoficznej inspiracji pachną diabłem.

Neosceptyk: A to niby dlaczego?

Laik: Wystarczy zapoznać się z mądrościami różnych publicystów.

Neosceptyk: Jakich?

Laik: Weźmy na przykład Krzysztofa Karonia, który skupia się na demaskowaniu zwolenników antykultury, którzy rzekomo zmierzają do zniewolenia człowieka poprzez pozbawienie go etosu pracy, tożsamości, więzi społecznych i chcą cofnąć ludzkość do stanu pierwotnego. Według tego publicysty niebezpieczna ideologia wyrasta z marksizmu i obecnie występuje jako teoria krytyczna sformułowana przez twórców Szkoły Frankfurckiej i ideologia gender1.

Ateista: Wyrasta to bardzo dobre określenie. Przynależność Theodora Adorna czy Maxa Horkheimera do tradycji marksistowskiej to kwestia sporna. Sami Frankfurtczycy nie uważali się za marksistów. Zostali zaliczeni do grona uczniów ojca komunizmu pod wpływem interpretacji zaproponowanej przez francuskiego filozofa Maurice’a Merleau-Ponty’ego i badaczy autodestrukcji myśli śniącej o proletariackiej rewolucji. W opinii Piotra Strębskiego, sekretarza Stowarzyszenia Marksistów Polskich, Frankfurtczycy wyrośli wprawdzie ze środowisk mocno lewicujących, sympatyzujących z komunizmem, jednakże stworzyli refleksję, która w kluczowych punktach kłóci się z postawą właściwą dla autora Kapitału i jego dziedziców. Porzucili zbiorowość oraz jej potrzeby i stracili zainteresowanie stosunkami własnościowymi. Powróciwszy do mieszczańskiego indywidualizmu, odwrócili wzrok od bied podmiotu wytwarzającego to lub owo. Skupili uwagę na jednostkach podobno bardziej uciskanych niż podatna na autorytaryzm klasa robotnicza. Albo mówiąc ściślej na interesach rzekomo lepiej nadających się do roli dynamitu przekształcającego zastane stosunki społeczne w oczekiwanym kierunku2.

Neosceptyk: Spróbuję ująć to radykalniej. Frankfurtczycy postawili marksizm na głowie. Ten wyjściowo usiłował odczarować różne obiektywności i naturalizmy, zdemaskować je jako wytwór przemijającej historii stosunków społecznych. Intelektualna praca miała służyć powstaniu takiej świadomości, która na drodze rewolucji ustanowi egalitarne i totalne samowładztwo człowieka uwolnionego z okowów nierówności, religii, metafizyki i przebrzmiałych tradycji. Tymczasem myśliciele z Frankfurtu tęsknili za alienacją pozytywną i choć na gruncie marksizmu brzmi to bełkotliwie, pozostaje prawdziwe. Jeśli konsekwentnie podważy się sens powiązania wolności z opanowywaniem, zła z ograniczeniem samostanowienia, to swoboda i szczęście mogą istnieć w ramach zależności względem tego, co człowieka przerasta. Marksistowska demaskacja rzeczywistości nie pełni już roli mesjańskiej, co więcej, staje się źródłem unieszczęśliwienia rozumu. To w czym umysł chciałby się trwale zakotwiczyć, przedstawia się bowiem jako nieuchronnie przemijający twór świadomej lub nieświadomej działalności ludzkiej.

Laik: Czy możesz uwiarygodnić swoją interpretację, zilustrować ją?

Neosceptyk: Proszę bardzo. Weźmy na przykład znane wam omówienie ewolucji teorii krytycznej Maxa Horkheimera, dokonane przez Hannę Walentowicz na łamach Przeglądu Filozoficzno-Literackiego. Badaczka zaczyna od diagnozy, wedle której:

Filozofia Horkheimera [] to krytyczna teoria społeczna. Jej twórca – od młodości zapalony czytelnik Schopenhauera – uważa, że przedmiotem teorii nie jest dobro, lecz zło: zadanie teoretyka upatruje nie w gloryfikowaniu rzeczywistości społecznej, lecz w demaskowaniu jej niedostatków. Różne racje uzasadniają taką postawę: 1) w dotychczasowej historii w życiu społecznym dominuje zło: przemoc, ucisk, wyzysk, nędza, cierpienie i nieszczęście; 2) społeczne zło – w różnych swych odmianach – jest namacalne, odczuwalne i bezpośrednio uchwytne; teoretyk może je określić i wyartykułować, w odróżnieniu od dobra, którego według Horkheimera nie sposób ująć pozytywnie, a jedynie poprzez negację zła. Tak więc krytyka tego, co nas nie zadowala, 3) przyczynia się do zmiany na lepsze – jest motorem rozwoju intelektualnego i sprzyja postępowi historycznemu, gdyż ujawnienie zła, nawet jeśli nie nazywa dobra po imieniu, wskazuje przynajmniej kierunek lepszego. Tak jest właśnie w wypadku teorii krytycznej Horkheimera: we wszystkich stadiach jej rozwoju krytyka status quo wyrasta z pragnienia i wyobrażenia czegoś lepszego3.

Laik: Nie bardzo rozumiem. Jak można wiązać program ulepszania rzeczywistości z niedostępnością dobra? Albo wierzy się w lepsze jutro, albo wyznaje bezkompromisową filozofię Arthura Schopenhauera, która pozostawia człowiekowi wybór między przechodzeniem od jednej negatywności do drugiej a ascetycznym wycofaniem się ze świata. Kiepsko wygląda ślepy przewodnik pragnący marszu, ale niewidzący celu, pożądający dobra, ale nie bardzo wiadomo jakiego. Taki znawca dróg i bezdroży nie przypomina lekarza, lecz biedaka uskarżającego się na najróżniejsze dolegliwości. Sensowne mówienie o poprawie zakłada względność zastanego zła i dobra, a nie bezwzględne panowanie pierwszego nad tym, co należy uznać za pozytywne. Wyklucza alternatywę narzucającą wybór między bezkrytycznym gloryfikowaniem a całkowitym potępianiem zastanej rzeczywistości.

Neosceptyk: Ano właśnie. Prześledziwszy rekonstrukcję przeprowadzoną przez Hannę Walentowicz, można dojść do wniosku, że filozofia jednego z głównych przedstawicieli Szkoły Frankfurckiej przybrała postać w sumie nieskładną. Nie chodzi tu tylko o rozdźwięk między skłonnością do naprawiania zastanego świata a podzielaniem przesądzeń Schopenhauerowskiej metafizyki.

Laik: Co masz na myśli?

Neosceptyk: Inne sprzeczności i ambiwalencje obecne w myśli filozofa, które widać przy uważnej lekturze tekstu autorki. Weźmy na przykład następujące fragmenty:

Za główny motyw ludzkich dziejów uznaje Horkheimer panowanie nd przyrodą, które odzwierciedla się w świecie stosunków międzyludzkich w istnieniu – od zarania dziejów – hierarchii społecznej opartej na przemocy. Zwraca szczególną uwagę na negatywne skutki tej prawidłowości; ustala, że panowanie nad przyrodą i w społeczeństwie prowadzi do wyobcowania gatunku ludzkiego od przyrody pozaludzkiej, wyobcowania człowieka od jego ludzkiej natury – człowieczeństwa oraz do stale narastającej – wraz z rozwojem uspołecznienia obcości w relacjach międzyludzkich – samotności jednostek. Ujarzmienie przyrody przez gatunek ludzki oraz jego wewnętrzne zantagonizowanie przyczyniają się do tego, że w dziejach ludzkości postęp splata się nierozerwalnie z regresem: rozwój duchowej i materialnej strony ludzkiej egzystencji, który przejawia się w zdobyczach nauki i techniki, idzie w parze z nasilającym się odczłowieczeniem życia, gdyż struktury organizacyjne społeczeństwa nabierają charakteru coraz bardziej wrogiego człowiekowi. Prowadzi to do cywilizacyjno-kulturowego kryzysu, którego apogeum przypadające na współczesność wyraża się w barbarzyństwie totalitaryzmu; jawi się ono Horkheimerowi jako restytucja stanu natury w najwyższym stadium – represyjnego – uspołecznienia. To, że ludzkość, postępując naprzód, zarazem cofa się w swym rozwoju społecznym, odzwierciedla się przede wszystkim w dziejach rozumu i indywidualności. […] Choroba rozumu prowadzi do jego autodestrukcji; Horkheimer śledzi kolejne etapy tego procesu; pierwszym jest wyparcie rozumu obiektywnego przez racjonalność subiektywną. Starożytność i średniowiecze to czasy nieomal niepodzielnego panowania rozumu obiektywnego, czyli takiej formy racjonalności, która zakłada, że rozum istnieje nie tylko w indywidualnej świadomości, lecz przede wszystkim w świecie obiektywnym, a jego istotę stanowią pojęcia prawdy, najwyższego dobra, sprawiedliwości i wolności. W epoce nowożytnej rozum zaczyna coraz bardziej radykalnie dystansować się wobec obiektywnej treści: początkowo krytykuje przesąd, mit, religijny dogmatyzm jako obiektywność fałszywą z intencją zastąpienia jej obiektywnością racjonalną, uwierzytelnioną przez rozum; z czasem jednak całkowicie zarzuci pojęcie obiektywności i zamknie rozum w granicach ludzkiej świadomości. Wyparcie przez rozum subiektywny obiektywnych teorii racjonalności pogłębia instrumentalny charakter rozumu. Subiektywizacja rozumu nie wyprowadza go z kręgu interesu partykularnego, a przeciwnie – oderwanie racjonalności od wszelkich celów ponadsubiektywnych czyni egoistyczny interes samozachowawczy wyłącznym celem, nadaje mu rangę wartości absolutnej. […] Groźba upadku kultury polega zdaniem Horkheimera na tym, że rozum subiektywny odbiera prawdzie rangę duchowego dobra, osłabia jej autorytet jako zwykłego mniemania czy konwencji, a przez to podważa też wartość tradycyjnie wiązanych z prawdą ideałów i norm moralnych (jak sprawiedliwość, wspólne dobro, humanitaryzm). Na gruncie racjonalności subiektywnej tracą one wiarygodność i dostojeństwo, związek z człowieczeństwem, przestają obligować, ich uznanie zależy od subiektywnego widzimisię. Gdy w ten sposób pod hasłem demitologizacji zostają zdyskredytowane wszelkie racjonalne zasady pokojowego współżycia społecznego, rozum traci moc scalającą społeczeństwo, a wtedy środkiem zapobieżenia społecznej dezintegracji okazać się może przemoc. Rozum subiektywny nie tylko nie znajduje żadnej racji, którą mógłby jej przeciwstawić, ale z powodu swego formalizmu (indyferencji wobec norm, wartości i ocen) sam może łatwo stać się jej narzędziem. […] Aczkolwiek dialektyka postępu i regresu w dziejach oświecenia doprowadziła do głębokiego kryzysu kultury europejskiej, Horkheimer nie ma wątpliwości, że dróg wyjścia z sytuacji kryzysowej możemy i musimy szukać w samym oświeceniu, nie zaś odrzucając jego zdobycze; uważa, że odwrót od oświecenia grozi barbarzyństwem i zniewoleniem, zaś wolność w życiu społecznym może iść w parze jedynie ze swobodnym rozwojem myślenia i dlatego nie służy jej sprawie ograniczenie roszczeń racjonalności4.

Laik: Z początku wydawało mi się, że według Maxa Horkheimera ludzka inteligencja jest skażona, w podobny sposób psuje wszystkie kultury i cywilizacje stworzone przez człowieka. Ale potem dowiedziałem się czegoś innego. Okazało się, że choroba rozumu ujawniła się dopiero wraz z porzuceniem racjonalności właściwej dla starożytności i średniowiecza. To znaczy takiej, dla której rozum istnieje przede wszystkim w obiektywnej rzeczywistości, a nie tylko w ludzkiej głowie, co więcej, posiada istotę wyrażającą się w pojęciu najwyższego dobra, prawdy, sprawiedliwości i wolności. Muszę więc uznać jedno z dwojga. Albo choroba towarzyszy człowiekowi od samego początku i wykrzywia również te postacie racjonalności, które panują w pierwszych epokach historycznych. Albo zwyrodnienie objawiło się dopiero w nowożytności wraz z subiektywizacją i ograniczeniem roszczeń rozumu. Starożytną i średniowieczną rozumność należy uznać za zdrową lub przynajmniej względnie najzdrowszą.

Ateista: A co z postulatem zachowania dorobku oświecenia?

Neosceptyk: Wydaje się, że komentowana historiozofia każe utożsamić wiek światła z okresem starożytnym i średniowiecznym, a nie z historycznym wiekiem osiemnastym. Oświecenie pisane dużą literą zasadniczo nie ma osiągnięć, jest okresem destrukcji, etapem na drodze zgubnej subiektywizacji rozumu. Już samo stwierdzenie, że racjonalność właściwa dla rozważanych epok tworzy pewną całość, kłóci się z nowożytnym przeciwstawianiem czasu panowania kultury grecko-rzymskiej i rzekomo ciemnych wieków scholastyki. Jeśli ktoś znając wiele różnic między rozdzielnymi okresami, uznaje, że pomimo odmienności tworzą one pewien zespół, to dzieje się tak nie bez powodu. Przystaje na jedność powstałą dzięki filtrującej i formacyjnej pracy tych, którzy urodzili się później, czyli w interesującym nas przypadku ludzi średniowiecza. Docenia rolę pośredników, którzy w dużej mierze przesądzili o tym, co pozostało po minionych wiekach i co ważniejsze stworzyli nowy kontekst kulturowy. W konsekwencji renesansowe wyobrażenie o zerwaniu z wczorajszym, o skoku ponad głowami bezpośrednich poprzedników i powrocie do czasów dawno minionych to wyraz uprzedzeń, nostalgii i fantazji, a nie dojrzałej samoświadomości.

Laik: Mówisz tak, jakby to średniowiecze przesądziło o pewnym sposiobie widzenia starożytności. Ale skąd wiadomo, że to zrobiło? Może ono po prostu było uwarunkowane tym, co człowiek antyku sobie zgotował?

Neosceptyk: Swoją rolę odgrywa także wpływ epoki wcześniejszej na późniejszą, ale Max Horkheimer dystansuje się od historycznego determinizmu5.

Ateista: Tylko połowicznie. Filozof uważał, że dotychczasowy przebieg dziejów został wyznaczony przez konieczność reprodukcji życia społecznego. Procesy ekonomiczne uobecnione w stosunkach społecznych miałyby oddziaływać na cały duchowy świat danego człowieka i skłaniać go do podejmowania rozmaitych aktywności zmierzających do zachowania lub zmiany zaistniałego stanu rzeczy6. Wydaje się więc, że w ujęciu myśliciela powrót do starożytnej lub średniowiecznej rozumności wymagałby odtworzenia warunków produkcji opartych na niewolnictwie i feudalizmie. Zasłużyłby na wzgardę z tego samego powodu – stwierdziłby Max Horkheimer czytany przez Hannę Walentowicz – dla którego wschodnioeuropejski komunizm nie zrealizował marzeń Karola Marksa. Nie zachowałby zdobyczy kultury burżuazyjnej w nowej formie, zamiast zniesienia indywidualizmu przyniósłby jego unicestwienie7.

Neosceptyk: Skoro jednak w najzdrowszej postaci ludzka rozumność objawiła się w starożytności i średniowieczu, to najwyraźniej stało się to w oderwaniu od stosunków gospodarczych. Chyba nie będziemy posądzać myśliciela o sympatię względem niewolnictwa czy feudalizmu? Powinniśmy jakoś wytłumaczyć to, że wedle Maxa Horkheimera filozofia chrześcijańska pozwala na całkiem dowolny stosunek do zastanego społeczeństwa, daje podstawę zarówno do stosunku zachowawczego, jak i rewolucyjnego8.

Ateista: Tyle że dla Maxa Horkheimera czytanego przez Hannę Walentowicz to otwarcie na interpretację jest jednym z zarzutów pod adresem chrześcijaństwa, rzekomym powodem religijnego zobojętnienia tych, którym chodzi o lepsze jutro. Ideały pobożności w kulturze europejskiej odgrywają rolę pozoru i w kontekście praktyki życiowej mogą co najwyżej zniechęcać do działania.

Neosceptyk: Pojawia się alternatywa. Albo religia chrześcijańska przez interpretacyjną otwartość, która jako taka zawiera moc przyciągania, wykazuje się siłą i w konsekwencji często trafia na sztandary różnych stronnictw – to znaczy zarówno postępowych, jak i reakcyjnych. Albo chrześcijaństwo budzi już tylko uśmiech politowania wśród działaczy dobroczyńców, budowniczych lepszego jutra.

Ateista: Może myślicielowi odczytywanemu przez historyczkę filozofii chodziło o diagnozę przeszłości? Wówczas nie ma żadnego problemu. Dawniej chrześcijaństwo było brane przez najróżniejsze stronnictwa, a dziś ludzie zapomnieliby nawet o ateizmie, gdyby nie występowała słabość, która każe z bezbożności czynić kolejną religię9.

Neosceptyk: Być może, ale to nie wynika z czytanego tekstu. Autorka posługuje się cytatem, w którym występuje jedynie czas teraźniejszy i oto przyjaciele ludzkości powołujący się na ewangelię współżyją z przyjaciółmi zobojętniałymi na uroki chrystianizmu. Czytam:

Jeśli zaś chodzi o działanie, Horkheimer stwierdza, że przyzwoite ludzkie postępowanie nie jest w żadnym razie bliższe dziejowo czynnemu – instytucjonalnemu chrześcijaństwu, niż największej herezji. Filozofia chrześcijańska jest podobna do filozofii idealistycznej pod tym względem, że na jej podstawie można uzasadnić bez popadania w sprzeczność i bez zadawania jej gwałtu dowolny stosunek do istniejącego społeczeństwa; tak krytyczny, jak apologetyczny, reakcyjny na równi z rebelianckim. „Na ewangelie powołują się zarówno przyjaciele, jak i wrogowie ludzkości […] dlatego też ci, którym chodzi o lepszą przyszłość, pozostają obojętni wobec częściowo pocieszającej, częściowo strasznej dogmatycznej legendy katolickiego ujęcia dziejów”10.

Laik: A na czym polega ta ułomność, która każe robić z ateizmu religię? Czy jest ona tożsama ze źródłem odrzucanej pobożności?

Ateista: Nie. Zgodnie z relacją historyczki filozofii Max Horkheimer głosił, że zasadniczo wierzący zmierzają do tego samego co kapitaliści, mają na oku wyłącznie własne dobro. To egoistyczne popędy nakazują człowiekowi szukać metafizycznego źródła sensu i podejrzewać człowieka o słabość, której zaradzić może tylko Bóg11.

Neosceptyk: Tym samym zamazana zostaje różnica między przyczynami, które doprowadziły do powstania kapitalizmu i chrześcijaństwa, a przeobrażenie negacji teizmu w jeszcze jedną religię pozostaje zagadką. Wszystko, co budziło niechęć myśliciela, zostało wrzucone do worka opatrzonego napisem – egoizm. Dla marksizmu  charakterystyczne jest właśnie to, że w jego ramach nie przemyślano niewiary jako praktyki.

Ateista: Śmiała teza. Co masz na myśli?

Przypisy:

1 Korzystam z zawartości witryny Krzysztofa Karonia promującej jego książkę poświęconą historii kultury.

2 P. Strębski, Czy Szkoła Frankfurcka przynależy do tradycji marksistowskiej?, wystąpienie na konferencji „Frankfurt i okolice, 05–06.11.2005.

3 H. Walentowicz, Ewolucja teorii krytycznej Maxa Horkheimera, [w:] „Przegląd Filozoficzno-Literacki” 3(9)/2004, s. 51 (s. 1 w wersji internetowej).[dostęp 09.09.2019.]

4 Tamże, s. 51-53, 54-57. (1-3, 4-7 w wersji internetowej.)

5 H. Walentowicz, Program filozofii krytycznej Maxa Horkheimera, „Nowa Krytyka”, 12/2001 s. 28-29.

6Tamże, s. 33. [dostęp 09.09.2019.]

7H. Walentowicz, Ewolucja teorii krytycznej Maxa Horkheimera, dz. cyt. s. 59. (s. 9 w wersji internetowej.)

8 H. Walentowicz, Program filozofii krytycznej Maxa Horkheimera, dz. cyt., s. 22-24.

9Tamże, s. 21-25.

10 Czytam: Jeśli zaś chodzi o działanie, Horkheimer stwierdza, że przyzwoite ludzkie postępowanie nie jest w żadnym razie bliższe dziejowo czynnemu – instytucjonalnemu chrześcijaństwu, niż największej herezji. Filozofia chrześcijańska jest podobna do filozofii idealistycznej pod tym względem, że na jej podstawie można uzasadnić bez popadania w sprzeczność i bez zadawania jej gwałtu dowolny stosunek do istniejącego społeczeństwa; tak krytyczny, jak apologetyczny, reakcyjny na równi z rebelianckim. „Na ewangelie powołują się zarówno przyjaciele, jak i wrogowie ludzkości […] dlatego też ci, którym chodzi o lepszą przyszłość, pozostają obojętni wobec częściowo pocieszającej, częściowo strasznej dogmatycznej legendy katolickiego ujęcia dziejów”. Tamże, s. 23.

11Tamże, s. 19, 23-24.

2 komentarze do wpisu „Neosceptyk kontra Ateista (cz. 6.)”

  1. Pingback: Pręgierz Rozumu

Dodaj komentarz