Neosceptyk kontra ateista (cz. 7.)

W poprzedniej części dialogu Neosceptyk postawił tezę, wedle której Karol Marks i jego kontynuatorzy nie przemyśleli niewiary jako działania. Aby ją uzasadnić, sięgnął po artykuł Marka Zagajewskiego Opiumologia stosowana, tekst opublikowany na stronach Stowarzyszenia Marksistów Polskich. Autor przedstawił genezę słynnego skojarzenia religii z opium, które pojawiło się już u Novalisa i Friedricha Heinego. Omówił także Marksowski stosunek do religii i postawił problem paradoksu bolszewickiego odstępstwa od doktryny wywodzącej istnienie pobożności z problemów i konfliktów społecznych, przestrzegającej przed odgórnym narzucaniem ateizmu. W oczach krytycznego czytelnika historyk filozofii odmalował niezbyt ciekawy obraz myśliciela. Karol Marks jawi się jako człowiek, który nader powierzchownie rozprawia się z oponentami i nie przestrzega własnych wskazań praktycznych.

7. Dygresja – komunizm a religia

Neosceptyk: Czy wiecie, skąd się wzięło kojarzenie religii z opium?

Laik: Z głowy Karola Marksa?

Neosceptyk: Nie.

Laik: To skąd?

Neosceptyk: Marek Zagajewski w tekście poświęconym relacji między chrześcijaństwem i komunizmem wskazuje na narkotyczną metaforykę w twórczości niemieckich pisarzy, Novalisa i Heinricha Heinego.

Laik: Zacznijmy więc od tego pierwszego.

Neosceptyk: Novalis był znany swoim współczesnym jako twórca głęboko religijny, zainteresowany mistyką. Poeta oddawał się duchowości, żywił niechęć do postawy zadowalającej się samym rytuałem i dogmatem podawanym do wierzenia przez taki lub inny kościół. Odrzucał mieszczański styl życia sprowadzający wiarę do roli opium. Krytykował ludzi powierzchownie pobożnych, tak naprawdę zainteresowanych wyłącznie życiem doczesnym i jego naiwnie wyobrażonym przedłużeniem w zaświatach. Uważał, że wielu nominalnych chrześcijan udaje się co niedziela do świątyni tylko po to, aby doznać chwilowego pobudzenia, a następnie szybko zapomnieć o egzystencjalnych głębiach ludzkiego losu i zapaść w sen codzienności1.

Laik: A Heinrich Heine?

Neosceptyk: W jednym z przypisów do swoich esejów formułuje ideę, wedle której religia została wynaleziona dla tych, którym ziemia nie ma już nic do zaoferowania i stanowi narkotyczny środek uśmierzający cierpienie2. A gdy sam nieodwracalnie podupadł na zdrowiu z powodu postępującego paraliżu ciała i zgodnie z zaleceniami lekarzy używał opium, aby uśmierzyć ból – stwierdza komentator – korzystanie z narkotyku uznał za formę własnej, prywatnej religii3.

Ateista: Chyba niezbyt dokładnie relacjonujesz.

Neosceptyk: Już poprawiam, Marek Zagajewski pisze:

[…] we wrześniu 1850 roku Heine nieświadom, że ma przed sobą jeszcze sześć lat życia w cierpieniu, w opublikowanej po latach jednej z rozmów wypowiedział znamienną uwagę: „…Wszystko to muszę znosić bez wsparcia ze strony pana naszego Jezusa Chrystusa. Ale i ja mam swoją wiarę. Niech pan tylko nie myśli, że obywam się bez religii. Opium jest także religią. […] Między opium a religią istnieje pokrewieństwo bliższe, niż sądzi większość ludzi”4.

A potem stwierdza:

Przytoczone wypowiedzi Heinego wraz z ich medycznym kontekstem pokazują, że w jego przemyśleniach łączenie religii z opium było w tamtych czasach i okolicznościach życiowych oczywiste, czym zapewne przez całe lata dzielił się wielokrotnie ze swoim otoczeniem. Heine nie był w tej refleksji intelektualnie zbyt rygorystyczny, skoro w jednym przypadku traktował religię jako „duchowe opium”, gdy w innym jego myśl, podążając jak gdyby w przeciwnym kierunku, doprowadziła go do konkluzji, że „opium jest także religią”, traktowaną zapewne bardzo osobiście, w skrajnie indywidualistyczny sposób. Widoczne jest także, jak poszukuje rozmaitych wątków łączących opium z religią od podobieństwa religii do opium, po ich częściowe utożsamienie5.

Laik: Wydaje się, że z cytatów wcale nie wynika to, co chce powiedzieć komentator. Rozumiem, że połączenie religii z opium raz pojawia się w pobocznym przypisie, a innym razem współwystępuje wraz ze sformułowaniem, wedle którego większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z podobieństw między wiarą a narkotykiem. Być może, do owego ogółu nieuświadomionych przynależeli także ludzie z bezpośredniego otoczenia wolnomyśliciela.

Neosceptyk: Wypowiedź Heinricha Heinego brzmi autoironicznie, wygląda na rozpaczliwą próbę opisania stanu zależności od bożków, od których wolnomyśliciel próbował się uwolnić. Stanowi także świadectwo rozwodnienia pojęć, a co za tym idzie, kojarzy się z odchodzeniem świadomości od właściwego jej samorozumienia, które wyraża się między innymi w jasnym i ostrym rozróżnianiu pojęć. Skoro opium można brać za religię, to czemu nie samego ateizmu? Podobieństwa zawsze się znajdą.

Ateista: Jeśli to masz na myśli, mówiąc o tym, że marksiści nie przemyśleli niewiary jako praktyki, to jak na razie strzelasz kulą w płot. Heinrich Heine nie był marksistą i co najwyżej przyczynił się do propagowania niezbyt precyzyjnego sposobu myślenia. Wolnomyśliciele okazaliby się współodpowiedzialni za jedno ze zjawisk, na które się uskarżają i tyle.

Neosceptyk: Chciałem wykorzystać nadarzającą się okazję do tego, aby powiedzieć, na czym polega różnica między praktyką przemyślaną a nieprzemyślaną. Z pierwszą mamy do czynienia wówczas, gdy występuje świadomość obdarzona jasnością widzenia środków i celów, zdolnością precyzyjnego rozróżniania pojęć i wyjaśniania zależności.

Laik: Wróćmy więc do omawiania wyjściowego problemu relacji między marksizmem a religią. Czy Karol Marks zaczerpnął skojarzenie pobożnych treści z opium od Novalisa i Heinricha Heinego?

Neosceptyk: Jest całkiem możliwe, że inspirował się myślą Heinricha Heinego, którego osobiście znał, ale Marek Zagajewski powstrzymuje się przed wskazaniem na bezpośrednią zależność. Poprzestaje na wskazaniu na to, że kojarzenie religii z opium występowało dość powszechnie w środowiskach, w których obracał się autor Kapitału, wśród ludzi żywo zainteresowanych kwestiami światopoglądowymi6.

Laik: Czy Karol Marks wniósł coś nowego do rozważanej metaforyki?

Neosceptyk: Komentator pozytywnie odpowiada na to pytanie. Filozof religią zajmował się tylko okazjonalnie i pobocznie. Pobożność utożsamiał z opium. To znaczy ze środkiem samoistnie powstającym wśród niższych i wyższych warstw społeczeństwa, służącym zapomnieniu o problemach występujących w świecie międzyludzkim. Utożsamiwszy religię z naturalnie pojawiającym się narkotykiem, polemizował z innymi przedstawicielami ruchu rewolucyjnego. Wraz z Friedrichem Engelsem próbował przekonać wojujących ateistów do tego, że propagowanie zwątpienia, a tym bardziej narzucanie niewiary przemocą jest przeciwskuteczne. Zalecał koncentrację sił na walce z niesprawiedliwościami społecznymi, które uznawał za tworzące religijność i dawał nadzieję na uwolnienie ludzkości od bogów w porewolucyjnej przyszłości7. Alle uczynił to dość nieskutecznie, skoro jak pisze Marek Zagajewski:

Jest swoistym paradoksem, że Marksowska krytyka ówczesnej krytyki religii stała się punktem oparcia dla propagandy ateistycznej i zwrotnego ataku kościoła na Marksa, socjalizm i komunizm, chociaż w zamyśle autora miała zniechęcić jej zwolenników do zajmowania się religią jako głównym obiektem politycznych wystąpień przeciwko ówczesnemu niemieckiemu światu i skierować ostrze krytyki na konkretne obszary niesprawiedliwości społecznej oraz działań despotycznej władzy. Dla tego biegu zdarzeń stosunkowo łatwo było wykorzystać użyte przez Marksa, praktykowane w jego czasach łączenie religii z opium, zawarte w nośnym haśle „religia – opium dla ludu”, które z czasem stało się logo efektownego zderzenia socjalizmu i komunizmu z religią. […] Paradoksalny charakter zarysowanej sytuacji polegał na tym, że klasycy [Marks i Engels – przyp. R.Ż.] jako zwolennicy zniesienia czy lepiej „obumierania religii” zmuszeni byli do zwalczania koncepcji likwidacji religii środkami polityczno-administracyjnymi popularnej wśród swoich ideowych pobratymców w ruchu rewolucyjnym i socjalistycznych ideologów […] Tym samym w polityce i propagandzie przypisywano stanowi kapłańskiemu manipulowanie zniewolonymi masami, odmawiając im autentycznej religijności, co oznaczało zerwanie przez bolszewików z pojmowaniem religii na gruncie materializmu historycznego jako żywiołowo kształtującej się formy świadomości społecznej czyli właśnie, że faktycznie „religia jest opium ludu8.

Laik: O czym opisana paradoksalność świadczy? Jakie to mroczne siły odpowiadają za przeinaczenie intencji filozofa?

Neosceptyk: Uważny czytelnik tekstu Marka Zagajewskiego może dojść do wniosku, że za zaistniałe fałszerstwo przynajmniej częściowo odpowiada sam myśliciel.

Laik: Jak to?

Neosceptyk: Powiedzmy, że jestem wojującym ateistą, ale przekonuje mnie prawda o tym. że religia istnieje wyłącznie dzięki niesprawiedliwościom społecznym, a co więcej, podzielam Marksowskie nadzieje na rewolucyjną naprawę świata poprzez wspieranie interesów klasy robotniczej. Co mam robić jako myśliciel?

Ateista: Powinieneś schować swój ateizm i antyklerykalizm do kieszeni, skupić się na walce z realnymi problemami społecznymi. Zauważając, że wśród warstw fałszywie postrzegających swoją sytuację dziejową pojawili się ludzie dążący do poprawy losu robotników, wspierałbyś je ze względu na obiektywne skutki działań, kwestie intencji czy świadomości uznałbyś za nieistotne. Tworzenie religii przez cynicznych niewierzących uważałbyś za zjawisko marginalne, nieistotne z historycznego punktu widzenia. Liczyłbyś na skutki i zależności, które zgodnie z nauczaniem filozofa prowadzą do pożądanego obumarcia religii.

Neosceptyk: Tylko widzisz, Karol Marks nie zastosował tak sformułowanej recepty do samego siebie i tym samym dał przykład bolszewikom. Jeśli więc stanowi on dla mnie wzór postępowania, nie muszę być konsekwentny.

Laik: Możesz rozwinąć?

Neosceptyk: Proszę bardzo. Marek Zagajewski pisze o irytacji Karola Marksa z powodu zainteresowania kapłanów i arystokratów losem i interesami robotników. Zajmuje się polemikami filozofa z socjalizmem chrześcijańskim i feudalistycznym9, ale robi to w taki sposób, który w oczach współczesnego czytelnia obciąża filozofa.

Laik: Jak to?

Neosceptyk: Zacznę od tego, w jaki sposób został przedstawiony socjalizm chrześcijański.

Laik: Zamieniam się w słuch.

Neosceptyk: Komentator odsłania taką to Marksowską wizję oponenta. Przeciwnik próbuje odnowić wczesnochrześcijańskie ideały, chce je wykorzystać do budowy nowego społeczeństwa. Funkcje własności prywatnej pragnie zastąpić dobroczynnością i żebractwem, małżeństwo celibatem i umartwianiem ciała, a państwo instytucjami kościelnymi. Postępuje absurdalnie, bo próbuje cofnąć bieg dziejów, pominąć dorobek świata nowożytnego, śni o powrocie do wyidealizowanego feudalizmu rzekomo wolnego od patriarchalnych niesprawiedliwości10.

Laik: Słabe to. Chrześcijaństwo rodzi się w starożytności i jeszcze nic nie wie o feudalizmie we właściwym tego słowa znaczeniu, jednej z realnych przeszkód na drodze herezji. Fanatyczni wywrotowcy chcieli wbrew Kościołowi znieść własność prywatną, wprowadzić powszechne ubóstwo, wszystkich ludzi przerobić na mnichów. Wprawdzie tak pomyślany socjalizm chrześcijański jest szkodliwy, ale pozostaje odporny na argument filozofa z nieodwracalności historii i zapomnienia o średniowiecznych niesprawiedliwościach. Postuluje stworzenie utopijnego porządku, który jest co najwyżej luźno inspirowany chrystianizmem. Oparcie społeczeństwa na sile majętnych rodów zakładanych przez mężczyzn – którzy roztaczają opiekę nad słabszymi w zamian za różnorakie usługi – wyraźnie kłóci się z koncepcją zniesienia różnic między stanem świeckim i duchownym, powszechnego i uświęconego ubóstwa oraz celibatu.

Neosceptyk: A teraz zwrócę uwagę na to, w jaki sposób oponent filozofa jest zwalczany. Arystokracja szukając poklasku – powiada myśliciel – musiała udawać bezinteresownego oskarżyciela burżuazji, siłę występującą wyłącznie w interesie robotników11.

Laik: Bardzo polityczne twierdzenie, mało myślicielskie.

Neosceptyk: Istotnie. Trudno zrozumieć, w jaki sposób taki przymus mógł dojść do głosu nieświadomie, bez podzielania przynajmniej części typowo Marksowskich przesądzeń i zapatrywań. Umiejętność łączenia interesu własnego z cudzym zwykle pozwala budować wspólnotę, sprzyja pozyskiwaniu sympatii. Wyłożona konieczność udawanego wyrzeczenia się siebie mogła dojść do głosu, gdyby arystokracja podzielała Marksowską interpretację historii. Wiedziała, że uległa ostatecznej kompromitacji, nie rozbudzała żadnych pozytywnych skojarzeń i ciepłych uczuć, a tym bardziej aspiracji do bycia jeszcze jednym uczestnikiem kultury wyższej, tworzonej przez dobrze urodzonych i ich spadkobierców. Nie dziwi więc, że wedle Marcina Zagajewskiego… Filozof krytykuje arystokrację za obłudę, z chrześcijańskim socjalizmem rozprawia się powierzchownie i ujawnia przy tym swoją irytację z powodu zaangażowania przedstawicieli reakcyjnej arystokracji i duchowieństwa w sprawy rodzącego się ruchu robotniczego12.

Laik: Krótko mówiąc, filozof bije w chochoła, którego stworzył w oderwaniu od wiedzy o człowieku. Weźmy naszą historię. Moglibyśmy szczególnie wiele zarzucić polskiej szlachcie i arystokracji, ale mimo to zasadniczo pozostajemy spadkobiercami jednej i drugiej. Ale gdzie to zachowanie podziału na naiwnie wierzących i cynicznych, bezbożnych twórców religii?

Neosceptyk: W ramach swojego wywodu Karol Marks powiada także o sojuszu arystokracji z duchownymi, opartym na prostym zabiegu intelektualnym, polegającym na przebraniu chrześcijaństwa w socjalistyczne szaty, aby podtrzymać trwanie religii, co więcej, wykorzystuje język antyklerykalny, przywołujący kliszę kapłana-cynika, kapłana-obłudnika lub głupca13. Tym samym podział na naiwnie wierzących i bezbożnych twórców wyobrażeń religijnych pozostaje zachowany. Filozof nie ma potrzeby uwzględnienia świadomości, która stworzyła Boga, a potem zapomniała o swoim dziele, szczerych fantazji o powołaniu ludzkości do samozniszczenia poprzez ascezę albo o wspaniałości stosunków panujących w średniowieczu.

Laik: Łatwo powiedzieć, że ludzka świadomość generuje przekonania o Stwórcy, a potem je uparcie podtrzymuje i przypisuje mu obiektywne istnienie. Metafory wcale nie pomagają w rozumieniu, na przykład przyrównanie do opium bezzasadnie zakłada ciągłą huśtawkę między wiarą i niewiarą, upojeniem i narkotycznym głodem. O wiele prościej zdać się na to, co Karl Rajmund Popper nazwał konspiracyjną teorią niewiedzy. Im bardziej jest się przekonanym o oczywistości wyznawanej prawdy, tym silniej odczuwa się potrzebę wyjaśnienia, czemu ludzie jej jeszcze nie podzielają. Łatwo sięga się po podział na cynicznych obłudników i naiwniaków oraz najróżniejsze koncepcje spiskowe14.

Neosceptyk: W konsekwencji nie ma żadnego paradoksu w tym, że bolszewicy nie stosowali się do litery filozofii Karola Marksa i podążali za jej duchem. Wyjaśnianie religii od początku nie pełniło właściwej funkcji w myśleniu i działaniu, a tym bardziej nie miało charakteru naukowego. Służyło okładaniu przeciwników we własnym obozie ideologicznym i godnościowemu wynoszeniu niewierzących ponad wierzących. U Karola Marksa nie ma poważnej refleksji praktycznej. Zamiast niej pojawia się historiozofia, wedle której człowiek przeszedł od zniewolenia zewnętrznego właściwego dla średniowiecza do protestanckiego uwewnętrznienia i zmierza do ateizmu, zrzucenia duchowych kajdan. Względnie pozytywnie ocenione dzieło Martina Lutra jako połowicznego wyzwoliciela dopełnia myśl Ludwiga Feuerbacha. Ludzkość zmierza do tego – powiada prorok rewolucji proletariackiej – by człowiek sam dla siebie stał się słońcem i wszystko wkoło siebie obracał15. Jednak żadna gwiazda nie promieniuje sobie samej. Jeśli świecisz zbyt mocno – trzeba powiedzieć wbrew myślicielowi – oczy nie wytrzymują i przestajesz widzieć cokolwiek. Przy okazji otwierasz drogę do krytyki ateizmu jako idolatrii człowieka.

Laik: Zarysowana historiozofia kłóci się ze zrelacjonowanym podejściem Szkoły Frankfurckiej. Gdy Karol Marks chce uwolnić egoizm z okowów religijnej ułudy i uczynić go czymś zasadniczym dla nowego, wspaniałego świata, Max Horkheimer stawia na altruizm, bezinteresowność kojarzy z materializmem16.

Przypisy:

1M. Zagajewski, Opiumologia stosowana, pierwodruk: „Zdanie” 1-2/ 2013, s. 14-21. [dostęp 09.09.2019.]

2H. Heine, Z dziejów religii i filozofii w Niemczech, przeł. T. Zatorski, Kraków 1997, s. 21, przypis 32.

3M. Zagajewski, Opiumologia stosowana, dz., cyt.

4Tamże.

5Tamże.

6Tamże.

7Tamże.

8Tamże.

9Tamże

10Tamże.

11 Czytam: Aby wzbudzić sympatię, arystokracja musiała udawać, że nie dba już o swe własne interesy i formułuje akt oskarżenia przeciw burżuazji wyłącznie w interesie wyzyskiwanej klasy robotniczej. K. Marks i F. Engels, Manifest Partii Komunistycznej, MED, t. 4, Warszawa 1986, wyd. drugie poprawione, s. 668-670.

12M. Zagajewski, Opiumologia stosowana, dz. cyt.

13Czytam: Jak klecha szedł zawsze ręka w rękę z feudałem, tak też socjalizm kleszy idzie ręka w rękę z socjalizmem feudalistycznym. […] Nic łatwiejszego niż nadać chrześcijańskiemu ascetyzmowi socjalistyczny pokost. Czyż chrześcijaństwo nie piorunowało również przeciw własności prywatnej, przeciw małżeństwu, przeciw państwu? Czyż nie zalecało na ich miejsce dobroczynności i żebractwa, celibatu i umartwiania ciała, życia klasztornego i kościoła? Socjalizm chrześcijański jest tylko wodą święconą, którą klecha kropi rozgoryczone arystokraty”. […] Aby wzbudzić sympatię, arystokracja musiała udawać, że nie dba już o swe własne interesy i formułuje akt oskarżenia przeciw burżuazji wyłącznie w interesie wyzyskiwanej klasy robotniczej. K. Marks i F. Engels, Manifest Partii Komunistycznej, dz., cyt., s. 668-670.

14K. R. Popper, Źródła wiedzy i niewiedzy, [w:] tegoż, Droga do wiedzy. Domysły i refutacje, przeł. S. Amsterdamski, Warszawa 1999, s. 18 -20.

15 P. Mazanka, Karola Marksa krytyka religii i wpływ na współczesny sekularyzm, „Studia Philosophiae Christianae 2/2002, s. 91-92, 100.

3 komentarze do wpisu „Neosceptyk kontra ateista (cz. 7.)”

  1. Początek czytało się całkiem przyjemnie, to o opium warto zapamiętać. Reszta jest trochę sztuczna, nienaturalna a przedewszystkim dialog nie powinien być tak skomplikowany. Jeżeli mam doczynienia z złożonym tekstem to czasem do niego wracam, a czasem nie rozumiem pewnych terminów.

    Czyli co? Uprościć.

    6/10

    • No cóż… Przy pisaniu dialogu filozoficznym zawsze pojawiało się napięcie między literackością a chęcią przekazania zawiłej myśli, która czyni rozmowę “sztuczną”. Ale krytykę przyjmuję z pokorą, następnym razem postaram się pisać prościej. 🙂

      Ps: jeśli pojawiają się trudne terminy, proszę pytać. Zrobimy słowniczek. 🙂

Dodaj komentarz