Neosceptyk kontra ateista (cz. 5.)

Ateista wraca do stolika i, otrzymawszy zdawkową relację z przebiegu rozmowy, podejmuje problemy, które mogą przyjść do głowy po wysłuchaniu relacji z wypowiedzi Neosceptyka. Analiza tego, jak wygląda ludzkie błaganie Boga w sprawach doczesnych, ujawnia wprawdzie, że o ile przybiera ono właściwy kształt — to znaczy taki, który podtrzymuje i napędza religijne życie — o tyle nadzieja na spełnienie próśb w kwestiach ziemskich jest wtórna względem czci i uniżenia. Teologizujące podejście z góry przewiduje rezygnację w przypadku niezgodności z wolą Stwórcy, odmawia wiernemu prawa do przekształcenia zawiedzionego pragnienia w bunt, współtworzy szersze zdanie się, które dopuszcza wędrówkę nawet najbardziej pokręconą drogą po łez padole. Pobożne naleganie służy oswajaniu siebie i świata. Pozostaje dla człowieka o wiele bardziej otwierające na to, co skądinąd się stanie, niż działanie za pośrednictwem bytu poddanego ludzkiemu planowaniu i kontroli. Dopuszczanie dowolności losu nie współgra z egoizmem, który nieraz współwystępuje z lękiem przed nieodwzajemnieniem, stratą, niepewnością, wystawieniem na los i zdaniem się na bliźnich.

Aby się o tym przekonać, wystarczy posłuchać, jak człowiek potrafi usprawiedliwić swoją powściągliwość w dobroczynności. Dlaczego rozdanie oszczędności ubogim wydaje się niezbyt dobrym pomysłem? Bo nikt nie pomoże – powiada zagadnięty – gdy przyjdzie czarna godzina, a ta wybije na pewno. Jak bywa tłumaczona ostrożność w ucieleśnianiu życzliwości względem ludzi spoza kręgu osób bliskich lub znanych? Poprzez wskazanie na to – tak przynajmniej zwykli czynić rozpolitykowani mędrkowie – że beneficjenci pomocy najpewniej są niewiele warci lub sami sobie winni, a ewentualni systemowi pośrednicy podejrzani lub całkiem zbędni.

Powyższe nie oznacza jednak, że rozmówcy uznali temat za wyczerpany, dalej drążą problem sensu praktyk religijnych i relacji między Bogiem a człowiekiem. Przyglądają się treściom przedstawionym w książkach: Ewolucyjny krajobraz religii Scotta Atrana, Stwarzanie świętości. Ślady biologii we wczesnych wierzeniach religijnych Waltera Burkerta i Targ zamknięty Andrzeja Szustaka. Podejmują także problematykę związaną z interpretacją tak zwanego zakładu Blaise Pascala.

5. Dalsze rozważania o relacji między człowiekiem a Bogiem

Laik: Ateisto, pod twoją nieobecność rozmawialiśmy o specyfice zdawania się na działanie Boga, ujęliśmy temat od strony teologicznej, która chyba nie jest specjalnie interesująca dla człowieka niewierzącego.

Ateista: Ja akurat interesuję się religią, powiedz, do czego doszliście.

Laik: W rozmowie z Neosceptykiem wyszło na to, że im słabiej pojmuje się Boga, im bardziej Jego istnienie i działanie pozostaje przed wiernym ukryte, tym bardziej praktyka religijna jawi się jako bezinteresowna. Odwzajemnienie ze strony Stwórcy jest uznawane na podstawie autorytetu instytucji albo przekładane poza horyzont doczesności, albo wyczytywane ze zdarzeń, które równie dobrze można interpretować całkiem przyziemnie. Do tych ostatnich należą niejasne, nieoczywiste i intencjonalnie niezamierzone korzyści wynikające z pracy człowieka pobożnego nad sobą samym.

Ateista: Widzę, że doszliście do całkiem konkretnych wniosków. Domyślam się, że Noesceptyk trochę się pogubił, najpierw przeciwstawił użyteczność naukowo-techniczną bezinteresowności zaangażowania religijnego, a potem przyszły mu do głowy jakieś pożytki z niego płynące, które można osiągnąć na różne, niekoniecznie pobożne sposoby.

Neosceptyk: Zgadłeś, ale czy wiesz, do jakiego pomieszania można dojść, czytając dzieła uznanych antropologów?

Laik: Proponujesz jakąś konkretną lekturę?

Neosceptyk: Znacie może książkę Waltera Burkerta Stwarzanie świętości. Ślady biologii we wczesnych wierzeniach religijnych?

Ateista: Czytałem. Z pracy można się dowiedzieć, że idea pochodzenia dóbr z Nieba, powstała bardzo dawno temu, wyrosła na odmiennym podłożu pobożnościowym, znalazła swoje miejsce w literaturze starożytnych Greków, Persów i Hebrajczyków. Odegrała także pewną rolę w refleksji pierwszych filozofów. Autor przywołuje wypowiedź Demokryta, wedle której bogowie obdarzają ludzi wszelkimi dobrami dawniej i teraz, a złe rzeczy zdarzają się z powodu ludzkiej ślepoty i utraty rozsądku. Poświęca chwilę uwagi Platonowi. Starożytny filozof we wczesnym dialogu Eutyfron wątpił w to, czy rzeczywiście można dać coś bogom, ale w późniejszej Uczcie włożył w usta Deotymy, rzekomej nauczycielki Sokratesa, ideę wymiany darów z siłami wyższymi, które działając za pośrednictwem duchów pośredniczących, odwzajemniają pobożność przykazaniami i odpłatą1.

Laik: Jak twórca Stwarzania świętości ustosunkowuje się do Platońskiego krytycyzmu?

Neosceptyk: Uznaje, że jest on głębszy.

Laik: Względem czego?

Neosceptyk: W porównaniu z czymś płytszym, ale nie całkiem płytkim.

Laik: Nie rozumiem.

Neosceptyk: W omawianej książce pojawia się osobliwe stopniowanie. Autor najpierw przedstawia taką krytykę religijnych ofiar, która wskazuje na ich zawodność2.

Laik: Uznaje ją za najsłabszą?

Neosceptyk: Zgadłeś. Formułuje diagnozę, wedle której religia po prostu każe patrzeć na świat selektywnie, a zarazem optymistycznie3.

Laik: I co dalej?

Neosceptyk: Przechodzi do podobno bardziej zasadnej krytyki religijnej wymiany darów, dokonywanej na bliżej nieokreślonym, ale innym poziomie4.

Laik: To znaczy?

Neosceptyk: Takiej, która wskazuje na kosztowność religii. Okazuje się, że na chciwość bogów i kapłanów narzekano już w starożytności5.

Laik: Wydaje się, że argument z wydatków jest ważny głównie z uwagi na zawodność darów. Nie mamy tu pogłębienia, lecz co najwyżej rozwinięcie.

Neosceptyk: Zgadzam się, ale idźmy dalej. Autor przypomina o problemie podjętym już przez starożytnych, którzy zastanawiali się nad tym, jak pogodzić absolutną sprawiedliwość bogów, a możliwością wpływania na ich wyroki za pomocą modlitw i darów. Przywołuje rozwiązania zawarte w opowieściach o bogach, którzy cenią sobie kultyczne wysiłki prostego, pobożnego człowieka, a nie ochłapy otrzymywane od bogacza. Pamięta o opinii Hezjoda, wedle której każdy powinien czcić bogów podług własnych sił. Stwierdza, że ołtarze znają proste i tanie ofiary od czasów prehistorycznych6.

Laik: O ile dobrze rozumiem uznanie kultycznej prostoty i podkreślenie znaczenia postawy wewnętrznej, mówiąc dokładniej moralnej tożsamości wyznawcy, odgrywało rozmaite role. Oddalało argument z nadmiernych wydatków, a ponadto pozwalało pogodzić domniemaną sprawiedliwość bogów z możliwością zbliżania się do nich ze swoimi sprawami. Jeśli najlepszą ofiarą są dobre uczynki, to nie ma możliwości przekupstwa.

Neosceptyk: Ale Walter Burkert zdaje się tego nie widzieć i znów przechodzi do rzekomo głębszej krytyki religijnego zwyczaju składania darów. Osadziwszy myśl Platona w konkretnym kontekście historyczno-kulturowym, wskazuje, że filozof w dojrzałym, późnym okresie swojej twórczości jednoznacznie odrzucił tradycyjną pobożność swoich czasów, utożsamił składanie ofiar z nieudolną próbą korupcji i doszedł do wniosku, że człowiek powinien się do bóstwa upodabniać, a nie zwracać7. Nie wyjaśnia, dlaczego starożytnego filozofa nie przekonywały opowieści o bogach przedkładających ofiary prostego, biednego człowieka ponad dary bogacza i Hezjodowy postulat odprawiania kultu podług własnych sił.

Ateista: Pozwólcie, że się wtrącę. Dzięki chwalonym tu rozwiązaniom po świecie rozplenili się fałszywi przyjaciele Hioba. W nieszczęściach spadających na człowieka i w niewynagrodzonych poświęceniach widzą znak ukrytej grzeszności danego człowieka.

Neosceptyk: Dlatego pogłębioną, to znaczy odpowiadającą na kontrargumenty, krytykę kultu można znaleźć, ale w biblijnym komentarzu dominikanina Andrzeja Szustaka Targ zamknięty. Zakonnik odpowiedź znajduje w prawdach wiary chrześcijańskiej, którą uznaje jednak za nie w pełni zadowalającą8.

Laik: Wróćmy do filozofów. Walter Burkert mówi w swojej pracy o poglądach starożytnych filozofów, z materialisty Demokryta czyni zwolennika przekonania, wedle którego bogowie obdarowują ludzi wszelkimi dobrami.

Ateista: Nie należy mylić materializmu metafizycznego z fiksacją na punkcie dóbr doczesnych. Dziewiętnastowieczni myśliciele Ludwig Feuerbach i Heinrich Czolbe uznawali, że świat jest darem, a wiara w transcendencję i zaświaty – niewiernością ziemi9. Potem Friedrich Nietzsche w „Tako rzecze Zaratustra” powiąże przywiązanie do ziemi z wdzięcznością względem niej, a praktykę ascetyczną uzna za zdradę doczesności10.

Neosceptyk: Nie rozumiem tego. Czym jest dar bez darczyńcy?

Ateista: Nietzsche powiedziałby, że dorabiasz byty i jakieś podmioty do samego dziania się. Nie rozumiesz, że tak naprawdę istnieje tylko bezustanna zmienność, która ulega uproszczeniu i zastyga w twojej głowie11.

Neosceptyk: Skoro wszystko jest aż tak zmienne, to jak można mówić o istnieniu głowy albo zastyganiu, albo prostocie?

Ateista: Według filozofa wszystko nawraca w ramach bezustannego powrotu tego samego, zmienność biegnie ustaloną koleiną.

Neosceptyk: A czymże jest wieczny powrót tego samego jak nie jeszcze jednym czymś dorobionym do dziania się, niezrozumiałą ideą nadaremnie odgadywaną na różne sposoby przez interpretatorów?

Laik: Możecie wrócić na ziemię i do tematu? Przepraszam za niefortunne wyrażenie, ale po prostu dziwi mnie utożsamienie świata z darem na gruncie dziewiętnastowiecznego materializmu i ateizmu. Wygląda to tak, jakby Ludwig Feuerbach, Heinrich Czolbe i Friedrich Nietzsche usiłowali przekierować zarzut z niewdzięczności na religijnych oponentów, wzbudzając takie poczucie zadłużenia, które przywiązywałoby człowieka do spraw ziemskich i oddalało go od Boga.

Ateista: Dlaczego sugerujesz, że wymienieni myśliciele nie potrafili zerwać z myśleniem teologicznym i poprzestali na przerabianiu retoryki właściwej dla pobożności wzywającej do wdzięczności względem Jezusa Chrystusa? Żyli w czasach, w których święte teksty poddano bezpardonowej krytyce. Liczne rozprawy o historyczności i czystym człowieczeństwie założyciela chrześcijaństwa prawdopodobnie nie mogłyby powstać, gdyby dziewiętnastowieczni intelektualiści pozostawali w pętach emocjonalnego przywiązania do ewangelicznego przesłania.

Laik: To skąd się wzięła idea świata jako daru, który na dodatek miałby nas zobowiązywać w taki, a nie inny sposób?

Ateista: Może pierwotne było metafizyczne doświadczenie podległości, które funduje metafizyczne, religijne i niereligijne koncepcje zadłużenia egzystencji.

Laik: Jak można owocnie i radośnie przeżyć dogłębną zależność od świata wówczas, gdy przyjmuje się, że ludzki byt przytwierdzono do przypadkowego pyłku w bezmyślnym i chaotycznym wszechświecie? Jak materialista lub ateista zamierza przejść od doświadczenia do wdzięczności? Przecież ona na mocy znaczenia słów nie jest prostą reakcją na wrażenie, z założenia zawiera wkład ze strony rozumu w postaci określenia adresata i przynajmniej mglistego zobowiązania. Chyba lepiej postąpiłby, gdyby postawił na ludzką niezależność i nie fantazjował o długu, który niby to powstrzymuje przed zwrotem ku Bogu.

Neosceptyk: Chyba jednak nie udało się wrócić do tematu.

Laik: A na czym to skończyliśmy?

Neosceptyk: Rozważaliśmy poglądy Waltera Burkerta, który w swojej pracy podał wiele przykładów na to, że ludzie z dawien dawna w takim lub innym dobru widzieli dar bogów.

Laik: Mogę się do nich przyczepić?

Neosceptyk: Proszę bardzo.

Laik: Czy według uczonego ofiara kultyczna służy podziękowaniu, czy pozyskaniu czegoś nowego? Czy Homer uznawał ideę pochodzenia wszelkich dóbr od siły wyższej i jednocześnie uważał, że niebianie powinni dodatkowo wynagradzać pobożność? Czy dlatego zgodnie z wizją poety, gdy Hektor znalazł się w wojennych tarapatach, Zeus poczuł, że powinien wesprzeć herosa w podzięce za złożone cielce12? Jeśli starożytni uznawali, że wszystkie dobra pochodzą od bogów, nie powinni oczekiwać dodatkowego odwzajemnienia ofiar. Sam zwrot długu nie wiąże się p0rzecież z koniecznością udzielenia kolejnej pożyczki. W międzyludzkim handlu wymiana najczęściej jest doraźna i zwykle nie pociąga za sobą obowiązku ponowienia transakcji – dzieje się tak nawet w przypadku pozyskiwania dóbr potrzebnych przy cyklicznej produkcji towaru.

Ateista: Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Autor Stwarzania świętości stwierdza, że kultyści oddawali, aby otrzymać i znów móc oddać, a ponadto miesza przykłady, w których do głosu dochodziło przekonanie o zawsze już posiadanym długu i mniemanie o sensowności handlu13.

Neosceptyk: Ano właśnie. Komentowana praca ukazuje religijną praktykę językową jako taką, która odrywa sens słów od ich doczesnego kontekstu znaczeniowego, przedkłada podtrzymywanie relacji nad jej pojęciowe ujęcie. Spłata długu względem bogów wydaje się tym samym, co dar wzywający ich do aktywności, dodatkowego odwzajemnienia. Nastawienie i moralny status wyznawcy odgrywa niezmiernie ważniejszą rolę niż to, co ofiarowuje w sensie materialnym, choć odstaje to od zasad doczesnej ekonomii. Niemniej, Walter Burkert pisze tak, jakby tego nie widzi. W wypowiedzi chóru tragicznego z Orestei Ajschylosa – która zapewnia Zeusa, że wspomożony wierny złoży ofiarę z dwukrotnie, trzykrotnie większą wdzięcznością – widzi: niemalże kapitalistyczne błaganie o inwestora14.

Laik: Czy to, co właśnie powiedzieliśmy o nieekonomicznym charakterze wyznawczego zaangażowania, usprawiedliwia kształt praktyki? Okazuje się, że ofiara kultyczna zostaje zniszczona albo rozdysponowana wśród wyznawców, a do właściwego adresata trafia co najwyżej za sprawą niezrozumiałego cudu.

Neosceptyk: Moim zdaniem tak, ale Walter Burkert uważa inaczej. Dochodzi do wniosku, wedle którego religijnemu handlowi z bogami od zawsze towarzyszy rytualna praktyka, która bardzo przypomina oszustwo, bo dary nigdy nie trafiają do adresatów. Odwzajemnienie nie odgrywa żadnej roli zarówno po stronie wyznawców, jak i bogów, co więcej, ludzie są tego świadomi. Od zawsze wiedzieli, że nie sposób czegokolwiek bezpośrednio przekazać domniemanym partnerom, rzekome dary niszczyli albo przeznaczali na użytek wspólnoty, albo na budowę pomników15.

Laik: Nie przekonuje mnie to. Wydaje mi się, że autor najzwyczajniej w świecie pomylił własną świadomość z cudzą. Zaprezentowane rozwiązanie czyni niezrozumiałym wysiłek włożony w samorozumienie ludzkiego stosunku do istot wyższych, w godzenie bezstronnej sprawiedliwości ze składaniem ofiar i znoszeniem modłów do bogów, pomija zaobserwowane przeniesienie znaczenia z materialnego wymiaru ofiary na moralną kondycję wiernego i jego przynależność do Boga.

Neosceptyk: Istotnie, wiarygodniej przedstawiają się na przykład ustalenia Scotta Atrana przedstawione w Ewolucyjnym krajobrazie religii. Amerykański badacz uważa, że kultyczna ofiara niemal w każdej religii wymyka się ekonomicznej kalkulacji, nigdy nie podlega zwrotowi, zawsze ma irracjonalny charakter i wiąże się z jakimś niepowetowanym kosztem materialnym lub emocjonalnym. Niedorzeczność praktyki kultycznej służy utwierdzeniu altruizmu we wspólnocie jednostek biologicznie niespokrewnionych16.

Laik: Wydaje się, że dla Scotta Atrana najbardziej zrozumiała postawa religijna to świadomy wybór wiary ze względu na jej absurdalność. Wyciągnąłeś z jego pracy opis mechanizmu, który działa, gdy zaangażowani zda sobie sprawę z nierozumnego charakteru rytuału, uświadamiają sobie przyziemną korzyść płynącą z tego, że są irracjonalnie zaangażowani. Jak więc możliwe są dywagacje o nadmiernie ekonomicznym podejściu do relacji z Bogiem w przywoływanym już biblijnym komentarzu Andrzeja Szustaka Targ zamknięty? Po co robiono hałas wokół irracjonalności praktyki religijnej i dokonywano jej racjonalizacji? Z jednego punktu widzenia zwrócenie uwagi na koszta pobożnych ofiar to zarzut wpisujący się w racjonalną krytykę, a z drugiego punktu widzenia to zbędne robienie hałasu wokół rzeczy oczywistych. Pogubić się można.

Ateista: Mam inny problem, w dyskusji pojawił się argument, wedle którego wdzięczność na mocy znaczenia słów odnosi się do kogoś i do czegoś zobowiązuje. Czy ta o charakterze religijnym nie jest jednak ułomna, skoro dochodzi do głosu w niszczeniu lub swoistym recyklingu darów, które nie trafiają bezpośrednio do nadnaturalnego adresata?

Neosceptyk: Weźmy pod uwagę właściwe dla katolicyzmu i innych odłamów chrześcijaństwa przekonanie, że ofiarę we właściwym sensie złożył wcielony Bóg. Nie przypadkiem istnieje rozdzi widzialnego i niewidzialnego aspektu mszy. Kapłan operuje na chlebie i winie, odnowienie złożenia ciała i krwi zgodnie z wiarą dokonuje się w sposób niewidzialny, mocą Boga-człowieka. Jeśli więc uznamy Jego istnienie, problem docierania ofiary do celu jest sztuczny i wydumany.

Ateista: Cały czas odwołujesz się do myślenia, które jawnie lub skrycie dystansuje się od religijnych obietnic. Jeśli podejdzie się do nich poważnie, wyjdzie na to, że chrześcijaństwo odwołuje się do korzyści. W zamian za zawierzenie Bogu oferuje ono otrzymanie pośmiertnej nagrody i uniknięcie wiecznej kary.

Neosceptyk: Autentyczna wiara nie jest wyrachowana.

Ateista: Skąd to wiesz?

Neosceptyk: Gdyby sednem wiary była interesowność, rozumowanie przypisywane Blaise Pascalowi, czyli zakład o istnienie Boga, cieszyłoby się wielkim uznaniem zarówno wśród wierzących, jak i niewierzących. Ale może on ciebie przekonuje? Rozpatrzywszy pośmiertne zyski i straty – podążam za uproszczoną wykładnią tego, co siedemnastowieczny filozof rzeczywiście powiedział w swoich Myślach17 – jesteś gotów żyć tak, jakby Bóg istniał?

Ateista: Ależ skąd.

Laik: A to czemu? Nie chcesz zrobić interesu?

Ateista: Francuski myśliciel próbował nawracać na katolicyzm w sposób dość rozpaczliwy. Wskazywał na to, że w zamian za stosunkowo niewielkie wyrzeczenia doczesne można się zabezpieczyć na wypadek, gdyby taki a taki Bóg jednak istniał. Poważny zarzut przeciw zakładowi Pascala podniósł osiemnastowieczny sceptyk Denis Diderot18. Według niektórych interpretatorów odgrywa on główną rolę w dyskusji i w rozwiniętej formie przyjmuje postać rozważań o wartości wiary w demoniczne bóstwo19. Krótko mówiąc, rozumowanie pomija problem wielości religii. Imam albo rabin mógłby przekonywać do swojej doktryny tak samo jak Blaise Pascal. Zatem nawet jeśli teizm jest racjonalny, a pragnienie wiary może przerodzić się w pobożność, nie wiadomo, co należy wybrać.

Laik: Takie postawienie sprawy niczego nie rozwiązuje. Oto mamy ruletkę, w której liczbom przyporządkowano najróżniejsze opcje, obstawiamy zero ze zrozumiałych względów skojarzone z ateizmem. Aby przechytrzyć rywali i wygrać grę, domagamy się od przedstawiciela metafizycznego kasyna udostępnienia coraz to nowszych opcji, toż to absurd. Na takiej strategii tracą wszyscy zainteresowani i potęgują swoją egzystencjalną niepewność, zasilają jedno ze źródełek irracjonalnego zaangażowania po tej lub tamtej, zawsze już obranej stronie, a także tak zwanych skoków w wiarę.

Ateista: Nie przekonuje cię wolteriański argument, wedle którego człowiek wątpiący i pragnący się dowiedzieć zawiesi sąd, powstrzyma się przed wyborem?

Laik: Blaise Pascal nie wierzył w ludzkie możliwości, najwyraźniej uznał, że rozum wybierający jakąś wiarę lub taką czy inną bezbożność z konieczności jest w podobnej sytuacji co gracz w domu gry. Mógł więc spokojnie zalecić pogodzenie się z rzeczywistością i dokonanie wyboru na podstawie zawsze już posiadanych preferencji ograniczających liczbę interesujących opcji.

Neosceptyk: Trafny argument. Przypomnę, że w dyskusji mówiliśmy już o poganach lub, jak kto woli, politeistach. To znaczy o ludziach, którym całkiem naturalna wydawała się postawa nastawiona na udobruchanie najróżniejszych, często skonfliktowanych sił wyższych. Starożytni stawiali kapliczki nawet tym bogom, których nie znali. Nie widzieli nic odpychającego w stłoczeniu najróżniejszych ołtarzy i symboli. Zgodnie ze stereotypem stosowali podejście podobne do gry w kasynie, przerzucając się z jednej wiary na inną. Prawdopodobnie nie zgodziliby się z wolnomyślicielami, którzy – jak relacjonuje Marek Wójtowicz – wskazywali na niestosowność i infantylizm zakładu20. Zatem ten, kto śladem osiemnastowiecznego filozofa Denisa Diderota używa argumentu z wielości religii przeciw pascalowskiemu zakładowi, ten mimochodem podpisuje się pod następującymi zdaniami. Jeśli istnieje jakiś prawdziwy Bóg, to wyklucza On stawianie na swoich konkurentów, nie sposób jednocześnie zabiegać o łaskę Zeusa, Allacha, Kriszny i innych istot nadprzyrodzonych. Biblijne przykazanie zabraniające wierzyć w obcych bogów nie jest tylko fanaberią kapłanów-monopolistów Nie fałszuje prawdy o tym – że jak chciał autor „Tako rzecze Zaratustra” – dla autentycznych bogów wyniesienie jednego z nich ponad pozostałych wydaje się czymś żałosnym, śmiesznym, godnym politowania21.

Ciąg dalszy nastąpi…

Przypisy

1W. Burkert, Stwarzanie świętości. Ślady biologii we wczesnych wierzeniach religijnych, dz. cyt., s. 182-184,

2Tamże, s. 190-191.

3Tamże, s. 191-192.

4Tamże, s. 192.

5Tamże, s. 192-193.

6Tamże, s. 193.

7Tamże, s. 193-194.

8A. Szustak, Targ zamknięty, dz. cyt.

9 Tymoteusz Słowiński w swojej rozprawie omawiającej relację między kantyzmem a twórczoscią Friedricha Nietzschego pisze między innymi o znaczeniu Friedricha Alberta Langego, który bardzo mocno oddziałał na myśliciela „Historią materializmu i krytyką jego znaczenia”. Według autora o podręcznik dostarczył filozofującemu filologowi klasycznemu metodologicznych podstaw do krytyki pojęcia przyczynowości monokauzalnej w naukach szczegółowych. Zainspirował również do przyjęcia głoszonego przez Ludwiga Feuerbacha i Heinrich Czolbego negacji transcendencji w imię ideału wierności względem świata doczesnego, wywiedzionego z pojmowania go jako daru.  T. Słowiński, Radykalizacja projektu transcendentalnego, Wrocław 2009, s. 166-168.

10Czytam: Marzy się im, niewdzięcznikom tym, że się ciała i ziemi wyzbyli. Lecz czemuż zawdzięczają oni dreszcz i błogość tego wyzbycia się? Ciału swemu i ziemi tej. Pozostańcie wierni ziemi, bracia moi, wierni potęgą swej cnoty! […] Wasza miłość darząca i wasze poznanie niechaj służą ziemskiej treści! Tako proszę i zaklinam was. (…) F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, przeł. W. Berent, Kęty 2004, s. 25, 56.

11W literaturze naukowej pojawiają się poważne omówienia wskazujące na zasygnalizowaną przeze mnie zawodność Nietzscheańskiej krytyki języka, która przyjmując naturalistyczne przesądzenia, usiłuje wykazać ludzką niezdolność do wyrażania prawdy o świecie. Przykładem służy artykuł Bartosza Żukowskiego zatytułowany Nietzsche – ekstremalna filozofia języka. B. Żukowski, Nietzsche – ekstremalna filozofia języka, [w:] „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Philosophica” 19-20/2017, s. 45-56.

12Homer, Iliada, przeł. K. Jeżewska, pieśń XXII.

13W. Burkert, Stwarzanie świętości. Ślady biologii we wczesnych wierzeniach religijnych, dz. cyt., s. 183-186.

14 Tamże, s. 185.

15 Czytam między innymi: O ile wydaje się paradoksem, że we wszystkich postaciach religii dawanie jest tak istotne, łączy się z tym paradoks kolejny: w rzeczywistości dary religijne nigdy nie docierają do adresata. Istnieje uderzająca rozbieżność między ideologią religijną a praktyką rytualną. Podczas gdy słownictwo związane z darami ofiarnymi świadomie i niezmiennie przywołuje zasadę wzajemności, w rytuale nie odgrywa ona żadnej roli także po stronie ludzi.[…] wzajemność, nieoczywista po stronie bogów, nie odgrywa także żadnej roli po stronie ludzi. Handel z bogami dokonuje się z pomocą formuł i symboli, które, gdy spojrzeć na nie z dystansu, są bardzo bliskie oszustwu. Dialektyczna koegzystencja praktyki i ideologii musi sięgać do najdawniejszych czasów i nie ma powodów, aby przypuszczać, że człowiek pierwotny nie zdawał sobie sprawy z tej rozbieżności. Tamże, s. 195-196 i n.

16 Ilustruje wybranym fragmentem: Wszystkie religie oczekują od swoich członków poświęcenia własnych, bezpośrednich korzyści i okazania w ten sposób zaangażowania wobec sposobu życia danej społeczności, którzy pochodzi od Boga i jako taki jest słuszny oraz prawdziwy. Jednak by tego rodzaju manifestacje zaangażowania były skuteczne, muszą one być przekonujące. Patrząc na przejawy zaangażowania z dłuższej perspektywy i po ich uśrednieniu, należy uznać, że są one przekonujące tylko wówczas, gdy ludzie mają szczere postanowienie, by żyć zgodnie ze swoimi deklaracjami niezależnie od okoliczności. Zatem, pokazy zaangażowania, aby wypaść przekonująco, muszą być na tyle niekontrolowalne i nieracjonalne, by trudno było je udawać. Muszą one być wyrażone w sposób emocjonalny i z pasją podtrzymywane. S. Atran, Ewolucyjny krajobraz religii, Kraków 2013, s. 140-142, 175-176.

17 Interpretatorzy spierają się o miejsce problematycznego rozumowania w strukturze dzieła filozofa. Spora część badaczy przychyla się do opinii, wedle której tak zwany zakład pojawia się w ramach większej całości i nie należy wyrywać go z szerszego kontekstu światopoglądowego. W samym tekście źródłowym przyjmującym postać dialogu pojawiają się tylko pewne elementy zakładu, w szczególności brakuje uporczywego pozostawania oponentów przy swoim zdaniu i określenia konsekwencji wynikających z ustalenia stanu faktycznego. M. Wójtowicz, Zakład Pascala – argumentacja i działanie, Katowice 2016, s. 33-34.

18 Tamże, s. 47-48.

19 M. Wójtowicz, Zakład ateisty. Współczesna odpowiedź na argumentację Pascala, [w:] „Folia Philosophica 31/2013, s. 245.

20. M. Wójtowicz, Zakład Pascala – argumentacja i działanie, dz. cyt. s. 47, 49, 159.

21F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, dz. cyt. s. 132, 146.

4 komentarze do wpisu „Neosceptyk kontra ateista (cz. 5.)”

Dodaj komentarz