Neosceptyk kontra Ateista (cz. 1.)

Zapraszam do lektury pierwszej części dialogu rzeki. W dyskusji uczestniczy Neosceptyk, Ateista i Laik. Ten ostatni nie jest totalnym ignorantem, kontroluje spierających się filozofów, którzy czasem przedkładają głębię nad jasność i odlatują w rejony niedostępne zwykłym śmiertelnikom. Akcja dzieje się gdziekolwiek bądź. Powiedzmy, w Karczmie Pod Zwariowaną Sową siedli sobie raz trzej panowie, zamówili po kuflu piwa i podjęli od dawna planowaną debatę.

  1. Bezsilność nauk empirycznych i problem dziedzictwa kulturowego

Neosceptyk: Ateisto, skąd wiesz, że nie ma Boga lub bogów?

Ateista: Bo teiści i ludzie religijni nie dostarczyli mi żadnych dowodów na to, że istnieje to, w co wierzą, a wierzą w rzeczy nonsensowne, wewnętrznie sprzeczne i niezgodne ze zdrowym rozsądkiem.

Neosceptyk: Brak dowodów nie jest dowodem na cokolwiek, podobnie brak widocznego sensu nie jest dowodem nonsensowności. Być może, spotkałeś na swej drodze ludzi mało przekonujących i wyciągasz pochopne, uogólniające wnioski.

Ateista: Zdaję sobie sprawę ze swoich ograniczeń poznawczych. Ale jak dotąd żaden Bóg nie zechciał objawić się uczonym. Nawet jeśli istnieje, to najwyraźniej nie ma zrozumienia dla ludzkich ułomności.

Neosceptyk: Jeśli chcesz powiedzieć, że dowód na istnienie Stwórcy powinien powstać w ramach nauk empirycznych, to musisz zredukować rozumienie Boga utrwalone przez kulturę i tradycje religijne. Zakłada ono, że istnieje Rozum, który przewyższa człowieka pod każdym względem i którym nie sposób manipulować.

Ateista: Poprzez przydanie rozmaitych przymiotów, także Potwora z Loch Ness można uczynić niedostępnym dla szkiełka i oka.

Neosceptyk: No i co z tego? Nie ma żadnego powodu, aby nazwę czegoś, co powszechnie uznano za fikcję utożsamiać ze splotem tego, co przypisuje się Bogu danej religii.

Ateista: To co powiesz o historyjce, którą można znaleźć w powieści Olimpias Karola Bunscha? Młody następca tronu, przyszły Aleksander Macedoński, wybiera się na wycieczkę w góry, zdobywa Olimp, czyli rzekomą siedzibę bogów, bo chce przekonać się o ich istnieniu. Wspiąwszy się na szczyt, nie znajduje nikogo. Cytując Eurypidesa, wyraża nienawiść do bóstw i porzuca tradycyjną wiarę starożytnych Greków1. Chcesz powiedzieć, że postąpił błędnie?

Neosceptyk: Każdemu popularnemu twórcy powieści historycznej przeszłość w mniejszym lub większym stopniu służy jako kostium – inaczej mówiąc – artyści mniej lub bardziej konsekwentnie obdarzają bohaterów dni dawno minionych świadomością współczesnego człowieka. Powiedzmy jednego z sygnatariuszy niesławnego listu członków Związku Literatów Polskich, którzy w wsparli pokazowy proces stalinowski, wymierzony w księży z kurii krakowskiej2.

Laik: Choć powieść Olimpias ukazała się dwa lata po publikacji niesławnego listu, przedstawienie przygody Aleksandra nie służy zakamuflowanej krytyce chrześcijaństwa. Gdyby pisarz chciał, mógłby wystąpić z nią otwarcie, a ponadto, nawet jeśli w pewnych okolicznościach stosuje się najdziwniejsze wybiegi, aby ominąć cenzurę, z czasem stają się one całkiem nieczytelne i wówczas zachodzi jedno z dwojga. Albo wywrotowe dzieło pozwala się czytać poza kontekstem historycznym, albo umiera.

Neosceptyk: Masz rację Laiku, ale zauważ, że nasz towarzysz odwołał się do historyjki o Aleksandrze Macedońskim, bo uparł się przy tym, że nie ma większej różnicy między negacją chrystianizmu a powątpiewaniem w prawdziwość religii starożytnych Greków. Tym samym sam otworzył drogę do psychologizujących nadinterpretacji twórczości Karola Bunscha. Autor w przypadku konfliktu przedkładał wprawdzie racje polityczne nad religijne, ale swoją twórczość oparł na historiozofii opozycyjnej względem marksizmu. Podkreślał wpływ wybitnych jednostek na losy świata i doceniał znaczenie Kościoła w tworzeniu i podtrzymywaniu polskiej państwowości3. Był też pryncypialnym moralistą. Deprecjonując ostatniego z piastów na tronie Polski, stwierdził, że nie może Kazimierzowi Wielkiemu darować między innymi gwałtu na córce węgierskiego dworzanina i utopienia w worku księdza wikariusza Marcina Baryczki, który przyniósł królowi wieść o ekskomunice za niemoralne prowadzenie się4.

Laik: Nawet jeśli Ateista użył niezbyt fortunnego przykładu, mógłbyś Neosceptyku odpowiedzieć bardziej rzeczowo, bo zaraz zejdziemy na tematy całkiem poboczne. Zaczniemy rozmawiać, powiedzmy o kontrowersjach wokół panowania Kazimierza Wielkiego5. Zrozum, wyobraźnia u bezbożników już tak działa. Czytałem raz rękopis, niby to autobiograficzną opowieść, w której pewien młody człowiek zwątpił w Boga po tym, jak sprofanował eucharystię i nic nadprzyrodzonego się nie wydarzyło6. Tymczasem wydaje się jasne, że z logicznego punktu widzenia odrzucenie takiego a takiego Stwórcy poprzedza ewentualne bezczeszczenie świętości, a nie na odwrót.

Neosceptyk: Gdyby przywołana przygoda Aleksandra Macedońskiego miała przesądzać o istnieniu lub nieistnieniu bogów, równie dobrze należałoby dać wiarę André Frossardowi. Ateista z żydowskiej rodziny, syn założyciela francuskiej partii komunistycznej, nawrócił się na katolicyzm po tym, jak w połowie lat trzydziestych minionego stulecia wszedł do kościoła i doznał mistycznego oświecenia7. Wydaje się jasne, że zarówno w przypadku fikcyjnej opowiastki o młodym Aleksandrze, jak i całkiem historycznej o André Frossardzie, mamy do czynienia ze swobodną interpretacją doświadczeń, której nie sposób uznać za naukową. Jest więc dokładnie tak, jak odgaduje Ateista. Aleksander z powieści Karola Bunscha mógł w odmienny sposób przekształcić swoje mniemania. W książce odgrywa rolę kogoś, kto porzuciwszy wiarę przodków, dąży do ubóstwienia siebie samego poprzez sprawowanie władzy i wielkie podboje terytorialne. Ale Aleksandra można przedstawić także jako wiernego ucznia Arystotelesa, który próbował odwzorować porządek metafizyczny w przestrzeni społecznej. Według Stagiryty za całą zmienność w świecie odpowiada działanie transcendentnego rozumu, a na niebie i ziemi lepiej się dzieje, gdy rządzi jeden. Nie przypadkiem w teologii chrześcijańskiej bardzo wcześnie pojawiła się koncepcja uznająca, że okruchy prawdy odsłoniętej przez objawienie zostały rozsiane po całym świecie i można je znaleźć w różnych kulturach8.

Przypisy

1K. Bunsch, Olimpias, Kraków 2004, s. 142-144.

2 Informację o czarnej karcie w biografii Karola Bunscha można znaleźć w różnych źródłach. Pierwotnie natknąłem się na nią, czytając hasło w Wikipedii. Anonimowy autor odsyła do dwóch źródeł, do pracy Wojciecha Czuchnowskiego Blizna. Proces Kurii krakowskiej 1953 i jej recenzji pióra księdza Andrzeja Bonieckiego. Przywołana książka dziennikarza z Gazety Wyborczej to wedle obszernej i rzetelnej recenzji pióra Wojciecha Frazika i Musiała nieuczciwa i literacko słaba publicystyka powielająca komunistyczną propagandę – wedle której w Kurii rzeczywiście działała siatka agentów – rozpowszechniająca różne klisze i półprawdy. W. Frazik, F. Musiał, Blizna. Proces Kurii krakowskiej1953″, Wojciech Czuchnowski, Kraków 2003 : [recenzja], [w:] Pamięć i Sprawiedliwość 1-2/2003, s. 349-364., [dostęp 26.06.2019].

3 K. Surowiec, Historiozofia Karola Bunscha, [dostęp. 26.06.2019].

4 K. Bunsch, Czym jest prawda historyczna, rozm. A. Ścisło, „Gazeta Południowa” nr 145/979. [dostęp. 26.06.2019].

5 Więcej o kontrowersjach wokół źródeł opowiadających o śmierci ks. Baryczki można znaleźć w tekście Michała Słomskiego. M. Słomski, Ks. Baryczka: Historia pewnej śmierci z czasów Kazimierza Wielkiego, Histmag [dostęp. 26.06.2019].

6 Rzeczywiście, miałem okazję czytać. Chodzi o próbę powieściową niejakiego A.K-skiego znanego w środowisku polskich scjentystów i ateistów. Ale nie czuję się upoważniony do ujawnienia jego tożsamości.

7André Frossardbiogram na Wikipedii (nie wiedzieć czemu najnowsza wersja przeglądarki Firefox uznaje Wiki za niebezpieczną). https://pl.wikipedia.org/wiki/André_Frossard

8 Odwołuję się tu do wiedzy obiegowej, powszechnie dostępnej każdemu studentowi filozofii.

3 komentarze do wpisu „Neosceptyk kontra Ateista (cz. 1.)”

Dodaj komentarz