Osadzenie koanu – polemika

Parę lat temu na YouTube pojawiło się krótkie, kilku częściowe wystąpienie doktor Katarzyny Guczalskiej poświęcone myśleniu dogmatycznemu, koanowi jako broni przeciw niemu i pojęciu śmierci Boga w filozofii. Trafiłem na nie, śledząc Facebookowe dyskusje w grupie poświęconej filozofii i postanowiłem je polemicznie skomentować. Choć według niektórych jest ono mądre i trudne, moim zdaniem wypadło całkiem słabo. Prelegentka rozpoczyna słowami: 

Moje wystąpienie chciałabym zacząć od słów jednego z mistrzów buddyjskich, w dziewiątym wieku taki mistrz miał powiedzieć: „kiedy spotkasz na drodze Buddę – zabij go”. To jest koan buddyjski, taki podobny państwo znacie „jaki jest dźwięk klaśnięcia jedną ręką” albo „jaki jest dźwięk fletu bez otworów”. To są takie pytania paradoksalne, które mają naruszyć nasz utarty sposób myślenia, mają wytrącić nasz umysł ze stanu samozadowolenia, w którym umysł jest zanurzony.

Twórcze wytrącenie z utartych ścieżek myślenia pojawi się tylko wówczas, gdy ambiwalencja istnieje nie tylko w zagadce, ale również w słuchaczu. Dobrze to widać na przykładzie podanego przez mówczynię zdania, które nakazuje zabicie Buddy. Oto dla kogoś, kto nie ma serca do duchowości Dalekiego Wschodu i mistrza, który prowadziłby jej ścieżkami, nakaz brzmi jawnie niedorzecznie. Jak można spotkać mędrca nieżyjącego od dawna? Albo jaka to specjalna różnica zachodzi między uśmierceniem Buddy a unicestwieniem Jana Kowalskiego? Nad czym się tu zastanawiać? Wystarczy co najwyżej potępić niezrozumiałość lub niemoralność tak, a nie inaczej odczytanego postulatu i sprawa załatwiona.

Reakcja opisana powyżej nie dowodzi wcale schematyczności myślenia. Równie dobrze świadczy o złym doborze klucza do wnętrza zagadywanego człowieka. Warto pamiętać, że paradoks nie jest prostą niedorzecznością, lecz twierdzeniem zaskakująco sprzecznym z ugruntowanymi przekonaniami albo rozumowaniem pozornie prawdziwym, przemycającym jakiś błąd. Obiegowe koany przywołane przez Katarzynę Guczalsskiej nie spełniają tak rozumianych, słownikowych kryteriów paradoksalności. Nie zaskakują, bo są znane, a ponadto przypominają niezbyt ładne pytania z jawnie fałszywą tezą.

Gdy chcesz dowiedzieć się od kogoś, jak brzmi dźwięk pojedynczej, klaszczącej ręki albo jaki głos ma flet bez otworów, to musisz równie dobrze pytać go o to, czy już stracił swoje rogi. Powinieneś pamiętać także o tym, że jedną ze strategi przezwyciężania niezrozumiałości jest zmiana znaczenia słów. Może ona zadowolić wykładowcę filozofii, chwalcę elastycznego myślenia – które potrafi na przykład utożsamić klaskanie z tworzącym plaśnięcie palcami dłoni o jej wnętrze – ale już niekoniecznie mistrza dalekowschodniej duchowości zainteresowanego wychodzeniem ku alogicznej mądrości przekraczającej możliwości ludzkiego rozumu. Słucham dalej:

Skoro buddyjskie konany są takie fajne, to czemu tak trudno nam wypowiedzieć na przykład takie zdanie: „Kiedy spotkasz na drodze Chrystusa, zabij go”.

Odpowiedź na postawione pytanie jest prosta. Bo Bóg nie umarł, a zabijanie mistrza najwyraźniej odgrywa inną rolę w buddyzmie i chrześcijaństwie. Czy ktokolwiek bez narażania się na śmieszność mógłby zacząć popularnonaukowe wystąpienie od przypisania sobie i publiczności obawy przed bluźnierstwem przeciw Thorowi? Albo od mówienia o strachu przed uśmierceniem Orfeusza, legendarnego założyciela misteryjnej religii starożytnych Greków? Jeśli ktoś odpowie, że obawa wypływa wyłącznie ze zwykłej presji społecznej, nie obali tego, co powiedziałem. Wskaże jedynie na zwodniczość socjologicznej interpretacji pojęcia kojarzonego z filozofią Friedricha Nietzschego, która wśród interpretatorów cieszy się wielką popularnością i jest podzielana przez prelegentkę.  Idę dalej:

Jeśli oczywiście ktoś boi się czegoś takiego powiedzieć, to znaczy, że jego umysł nie jest giętki, tylko jest schematyczny, jest umysłem dogmatycznym. To jest umysł, który tkwi w jakimś strachu przed religią właśnie, bo religia konstytuuje się w jakimś okopaniu się, w jakiejś tradycji, w jakimś zakorzenieniu kulturowym, prawda, więc ja osobiście uważam, że określenie śmierć Boga jest określeniem twórczym, pozytywnym. Określeniem, które ma nas właśnie wytrącić z jakiegoś zastałego ruchu myślenia, z petryfikowanego myślenia religijnego. Ma nas nauczyć myślenia paradoksalnego. Ma nas nauczyć, może raczej ma uderzyć w nasze przyzwyczajenia myślowe, czyli będę traktowała, z jednej strony, to określenie jako nowy pomysł na spojrzenie na nasze życie duchowe, a z drugiej strony, uważam jednocześnie, że to określenie bardzo pomaga nam odnaleźć się we współczesnym świecie. Dzięki temu rozumiemy, gdzie się dziejowo znajdujemy,

Ale na czym ma polegać ta paradoksalność? Jeśli już nie wierzy się w chrześcijańskiego Boga, sprawa wygląda dokładnie tak samo, jak z opisanym przeze mnie ktosiem kompletnie oderwanym od kultury Dalekiego Wschodu, obojętnym na jej uroki. Czyż wojujący ateiści nie zwykli porównywać wiary w Boga do przekonania o istnieniu krasnoludków albo latającego czajniczka, który orbituje wokół Ziemi? Jeśli nawet ludzie stracili racje czy potrzeby, którymi dotąd uzasadniano wiarę w Boga, a dalej wierzą… Czy nie znaczy to po prostu, że biorą ją z innego źródła, niż mniemają? Na czym ma polegać owo nowe spojrzenie na nasze życie duchowe? Autorka wystąpienia na te pytania nie odpowiada, podaje za to schematyczny obraz filozofii porzucającej metafizykę. Krótko opisuje ewolucję myślenia, którą zapoczątkował Kartezjusz swoim subiektywizmem, a zakończył Derrida.

 Tymczasem tak zwaną śmierć Boga albo dokrojono do chrześcijańskiego rozumienia tematu, albo zaczęto wykorzystywać jako pałkę do dyskredytowania inaczej myślących. Stała się dogmatycznym przekonaniem o otaczającej nas rzeczywistości społecznej i duchu epoki. Choćby w obliczu popularności religii w skali światowej należałoby raczej powiedzieć, że ateizm – zawiódł! Oporowi trudno się dziwić, skoro prelegentka opowieść o ewolucji filozofii kończy na interpretacji, wedle której ludzkie pojęcia i znaki nie odnoszą się do żadnej rzeczywistości i jedyne co pozostaje w humanistyce to: babranie się w kulturze i ucieczka przed rzekomą przemocą wypływającą z zastygnięcia znaczeń. Nawiasem mówiąc, mało wiarygodnie brzmi mowa odwołująca się do gwałtu ociężałych słów, która operuje nazbyt łatwym, potocznym i naiwnym przeciwstawieniem dogmatyczności i elastyczności. Nie warto mieć umysłu tak otwartego, że aż pustego i ćwiczyć się w elastyczności pasującej do spadającego liścia

W konsekwencji błędne okazuje się twierdzenie Katarzyny Guczalskiej, wedle którego odmowa wypowiedzenia zdania, które nakazuje zabicie napotkanego Chrystusa, wypływa ze strachu. Do głosu dochodzi różnica w umiejscowieniu Buddy i Jezusa. W ramach religii chrześcijańskiej jak najbardziej mogą istnieć zagadki naprowadzające na głębsze prawdy, które przypominają koany. Aby nie pozostać gołosłownym, podam parę przykładów, które wymyśliłem na poczekaniu, Zgodnie z wymową tego, co już napisałem, mogą one posłużyć zarówno ku pożytkowi chrześcijańskiego życia duchowego, jak i jałowemu sceptycyzmowi.

  • Nauczyciel religii zapytał raz ucznia, czy wie, że Chrystus na niego czeka. Zagadnięty się zdziwił i odpowiedział, że jak dotąd myślał, że On już z nimjest. Dlaczego obaj rozmówcy mieli rację?

  • Najprawdziwsza Matka Boża spytała raz świętego człowieka, czemu zjada jejdziecko, skoro sam się za nie uważa i nie chciała słuchać oklepanych odpowiedzi odwołujących się do autorytetu. Jak zareagował święty? Co powiedział?

  • Kiedy znów spotkasz na swej drodze Chrystusa, bądź gotów spożyć Go!

  • Złowił rybę na pustyni i wrzucił do żywej wody. Co to znaczy?

  • Dlaczego lepiej chodzić po wzburzonych falach jeziora niż po jego lustrze?

  • Czego musi się nauczyć sokół siedzący na ramieniu Dobrego Pasterza stworzeń ziemskich i niebieskich, jeśli chce należycie realizować swoje zadania?

PS: zapis wypowiedzi starałem się przeprowadzić wiernie, tylko miejscami wprowadziłem drobne zmiany redakcyjne, które nie zmieniły treści wystąpienia.

Nagrania:

K. Guczalska, Śmierć Boga, koan i narodziny ducha cz. 1. YouTube, [dostęp 04.08.2019].

K. Guczalska, Śmierć Boga, koan i narodziny ducha, cz. 2. YouTube, [dostęp 04.08.2019].

3 komentarze do wpisu „Osadzenie koanu – polemika”

  1. Jestem osobą wierzącą, mimo tego całego chaosu i nagonki staram się nie złamać, choć bliscy negują i krytykują kościół, ten przez małe “k” bo kościół to nie budynek, nie ludzie, a WIARA 🙂

  2. Wszystko ok, jak najbardziej się zgadzam tylko jednego mocno bym się czepił. W Chrześcijaństwie nie ma koanów, są za to fragmenty które zmuszają do myślenia. “Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogaty wejdzie do raju”;”Mówił do nich ale go nie rozumieli”. Sens jest ukryty i trzeba się do niego dokopać. Nie ma sensu dorabiać nowych koanów. Stwierdziłbym raczej, że koany są odpowiednikiem wybranych fragmentów z PS mających czasem charakter gnostyczny/kabalistyczny. Najbardziej nacechowana jest tym ew Jana, została napisana nawet w duchu neoplatońskim. Tam najwięcej jest metafor.

Dodaj komentarz