Podleśna – analfabetka czy homofobka?

Tydzień po tegorocznych świętach wielkanocnych wybuchła afera. Nieznany sprawca rozkleił plakaty wokół kościoła pod wezwaniem Maksymiliana Kolbego w Płocku, przedstawiające przeróbkę obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Prowokator w aureole wokół głowy Maryi i dzieciątka wpisał sześciobarwną tęczę. Przerobione obrazy umieścił między innymi na koszach na śmieci i drzwiach od toalety. Po kilku dniach wiadomość została uzupełniona. Dziennikarze poinformowali, że za całym zamieszaniem stoi obrończyni praw człowieka Elżbieta Podleśna. Aktywistka chciała oprotestować świąteczny wystrój grobu pańskiego, zrównujący badania nad płcią kulturową oraz samo bycie gejem z najgorszymi grzechami. Została za to pokarana przez państwo najściem i męczącym przesłuchaniem. Nadmierna represyjność władzy przedłużyła trwanie medialnej burzy, która wybuchła z powodu powiązania przedmiotu katolickiej czci z tym, co Kościół odrzuca i potępia jako rozwiązłość.  Zachowanie policji sprowokowało część intelektualistów do bronienia czynu Elżbiety Podleśnej. Nie zmienia to jednak faktu, że apologie trawestacji obrazu Matki Bożej z Jasnej Góry są płytkie i powierzchowne.   Przykładem służy tekst Magdaleny Chrzczonowicz. Autorka pisząca dla portalu OKO.press stwierdza jednoznacznie:

Wielkanocny Grób Pański w Płocku naruszył Katechizm, który każe traktować osoby homoseksualne z “szacunkiem, współczuciem i delikatnością” i “unikać jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji”1.

Nawet jeśli tak jest, to reakcja Elżbiety Podleśnej pozostawia wiele do życzenia. Aktywistka poszła po linii najmniejszego oporu i albo sama odpowiada za beznadziejną przeróbkę, albo za własną bezmyślność przy powielaniu gniota.  Twórca lub twórczyni dzieła pozbawiła tęczę jakiegokolwiek zakrzywienia. Przekształciła ją w szereg równoległych pasków, kojarzony z flagą aktywistów mniejszości psychoseksualnych. Nie postarała się o uspójnienie przekazu świeckiego z religijnym i tym samym dała pretekst Bogumiłowi Łozińskiemu i Marcinowi Jakimowiczowi, redaktorom z Gościa Niedzielnego, do rozpisywania się o wybrukowanej tęczy wyuzdania. Skoro symbole się odczytuje, to mają one wiele wspólnego z głoskami, wyrazami i zdaniami, a mniej z przedmiotami materialnymi.

Przestaw jeden przecinek i zamiast rozkazu Powiesić, czekać nie wolno, masz Powiesić nie wolno, czekać. Napisz Bóg przez u zwykłe, a zamiast o Stwórcy będziesz rozprawiał o rzece Bug. Pomieszaj język angielski z polskim, a powstanie Ponglisch, slang emigrantów znad Wisły. Zlej w nieprzemyślany sposób symbolikę właściwą dla lewicowego aktywizmu z przekazem Biblii i katolickiej teologii, a dojdziesz do absurdu. W Apokalipsie Świętego Jana szóstka oznacza ludzką słabość i grzeszność, a siódemka pełnię i doskonałość. Kolor żółty nie odsyła do leczenia – jak chciałby projektant znaku rozpoznawczego mniejszości psychoseksualnych – lecz światło mądrości Bożej. Czyżby wszyscy geje byli wierzący? Najmniejsza zmiana robi różnicę. W przyrodzie tęcza bywa różnobarwna, ale zawsze wykazuje jakieś zakrzywienie, u ludzi może być szeregiem równoległych pasów z konieczności ułożonych w taki a taki sposób. Gdyby Elżbieta Podleśna odeszła od wyglądu właściwego dla flagi środowisk LGBT, wyraziłaby się mniej czytelnie, może nawet całkiem bełkotliwie. Nie znaczy to wcale, że krytycy z Gościa Niedzielnego mają całkowitą rację. Redaktorzy Bogumił Łoziński i Marcin Jakimowicz sformułowali zarzut z nieobecności koloru indygo, owszem symbolu Chrystusa, ale wedle podejrzanych źródeł ezoterycznych i gnostycznych. Pośredni charakter barwy, która ma w sobie zarówno coś z fioletu, jak i niebieskiego, bywa kojarzona z heretycką koncepcją, głoszącą, że w Jezusie zmieszała się natura boska i ludzka. Podobnie wątpliwie wygląda wymyślona przez Elżbietą Podleśną Matka Boska Równościowa. Gdyby istniała – dodaję od siebie – z pewnością nie zachowywałaby się tak, jak komentowana aktywistka w trakcie zwołanej przez siebie konferencji, która miała miejsce tuż po głośnej premierze filmu braci Sekielskich. Być może, jej przekaz został zdeformowany przez dziennikarza, ale chyba wypada zaufać portalowi Oko.press – który jak deklarują twórcy – ma charakter społecznościowy, sprawdza fakty i tworzy archiwum życia publicznego2. Redaktor Maciej Piasecki pisze, opatrzywszy tekst nagłówkiem informującym, że tęcza wcześniej nie obrażała:

Działaczka przypomina, że to nie było pierwsze pojawienie się tęczowej Maryi w przestrzeni publicznej. (…) Wówczas nikt nie podnosił tego faktu, nie nagłaśniał, nie skarżył się3.

Brak wynikania. Nie wszystko co ludziom wadzi, znajduje natychmiastowy rozgłos w mediach. W konsekwencji tekst robi wrażenie nieudolnie propagandowego. Opóźnienie w reakcji nie dowodzi jej nieautentyczności. Sama działaczka nie spieszyła się z podaniem istotnych informacji. Dopiero trzynastego maja w ramach komentowanej konferencji poinformowała, że w miejscach niegodnych umieszczone zostały listy hierarchów ukrywających pedofilów w sutannach, co zostało przemilczane przez wszystkie media, a nie przerobione obrazy Matki Boskiej4. Stosując krytykowany sposób myślenia, mógłbym utrzymywać, co następuje. Działaczka po prostu zareagowała na działanie mediów – które sprowokowane premierą filmu braci Sekielskich przerzuciły się z tematu akcji pod kościołem w Płocku na problem pedofilii – i zmyśla, bo lubi występować w centrum uwagi. Jeśli przyjmę dla odmiany, że rzeczywiście na kubłach i drzwiach od szaletu pojawiły się listy niegodziwych hierarchów, dojdę do równie niepoprawnych wniosków. Okazuje się, że polityka lewicowo-liberalnych mediów jest nastawiona przede wszystkim na przeforsowaniu określonych postulatów obyczajowych. Krzywda dzieci jest traktowana instrumentalnie. Służy narzuceniu przekonań moralnych, które nie są wspólne dla różnych światopoglądów. Nie jest tak, że surowym podejściem do ludzkiej seksualności nic wartościowego nie stoi. Aby się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć po książkę Historia celibatu Elizabeth Abbott. Praca wyszła spod pióra feministki, kanadyjskiej badaczki kultury, laureatki nagród literackich. Idę dalej:

Wersje p. Brudzińskiego się zmieniają” – mówi Podleśna. „Na początku inkryminowana była tęcza i to ona była obrazą Matki Boskiej. Potem, kiedy się okazało, że światli katolicy nie widzą niczego złego w takiej trawestacji wizerunku, trzeba było znaleźć jakąś inną narrację, dlatego pojawiła się ta z koszami na śmieci5.

Pojawia się hierarchiczny podział na światłych i nieświatłych katolików oraz błędne koło w rozumowaniu. Do grona lepszych wiernych należą oczywiście ci, którzy zgadzają się z Elżbietą Podleśną. O ich mądrości świadczy zaś to, że nie krytykują idei wpisania tęczowej flagi w aureole. Pełnią rolę decydujących autorytetów zarówno dla Elżbiety Podleśnej, jak i ministra pociągającego za sznurki medialnego przekazu. Ale właściwie skąd to wiadomo? Czy Joachim Brudziński i opozycyjna działaczka na pewno dysponują tą samą listą osób uznanych i poważanych? Prawdę powiedziawszy, nie jestem nią zainteresowany. Aby poważnie podejść do analizy czynu Elżbiety Podleśnej wypada zacząć od następującej kwestii.

Skąd się bierze przekonanie o rozwiązłości mniejszości seksualnych?

Na tak postawione pytanie istnieje wiele odpowiedzi, ale jedna jest szczególnie ciekawa. Okazuje się bowiem, że różne media jedną ręką zwalczają to, co uchodzi za homofobię, a drugą podtrzymują i szerzą. Potwierdzają to publikacje pochodzące z serwisu NaTemat, Kultury Liberalnej i Krytyki Politycznej. Parówkowy portal Tomasza Lisa potrafi poświęcić swoją uwagę gejowi, który w imię demaskatorskiej misji zgodził się wystąpić w filmiku na YouTube, utrwalającym negatywny obraz gejów i lesbijek. Odgrywając randkę – podążam za dziennikarską relacją – zachowywał się obleśnie i natarczywie6. Proszę wybaczyć, ale nie zamierzam się o tym rozpisywać i przechodzę do omówienia publikacji z mediów uchodzących za poważniejsze.

  • Frédéric Martel na łamach internetowego tygodnika Kultura Liberalna

Francuski reportażysta w wywiadzie z Łukaszem Pawłowskim i Jakubem Bodzionym mówi o Kościele Katolickim:

To jest gejowska organizacja. Kiedy mieszkałem w Watykanie praktycznie każdy ksiądz, którego spotykałem chciał uprawiać seks ze mną, albo z innymi księżmi, których poznałem7.

Wiarygodność tego stwierdzenia podważa Hubert Czyżewski, który napisał recenzję dla tego samego medium:

Martel opiera swoją pracę na 1500 wywiadach z hierarchami, szeregowymi księżmi i szwajcarskimi gwardzistami [s. 709] i nawet po kilkuset stronach „wyciągania z szafy” kolejnych postaci nie przestaje sam się zadziwiać swoim odkryciem, że niemalże wszyscy wysoko postawieni księża to homoseksualiści. Opiera taki werdykt nie tylko na opiniach zasłyszanych od innych ludzi (bardzo często anonimowych), ale również na własnych odczuciach z przeprowadzanych wywiadów. Jeśli jakiś kardynał ma dużo książek w domu, lubi drogie ubrania albo ma młodego, przystojnego sekretarza – niechybnie jest homoseksualistą. (…) W pewnym momencie to „wyciąganie z szafy” księży homoseksualistów może obudzić skojarzenia z antysemickimi pamfletami, które ujawniają „prawdziwe nazwiska ministrów rządu”, a którym wiarygodności ma dodawać fakt, że autor sam nazywa się Goldstein8.

Tymczasem Stanisław Obirek, ekspert z filmu braci Sekielskich “Tylko nie mów nikomu”, nie miał większych trudności z niezgodnością własnego doświadczenia i rewelacji podawanych przez francuskiego dziennikarza. Uwierzył w istnienie tajemnego kodu, który czyni homoseksualistów niewidzialnymi dla zwykłych ludzi. Kończąc relację ze spotkania autorskiego z Frédéricem Martelem, opowiada o rzekomej rozmowie:

Na koniec dodam, że spotkanie było transmitowane on-line i znajomy mi powiedział, że dziwi się, dlaczego Gazeta Wyborcza tak starannie unika informowania swoich Czytelników zarówno o tym spotkaniu, jak i o treści tego, co Martel ma do powiedzenia. Bo o tym polskie media po prostu milczą i zapewne będą jeszcze długo milczeć9.

Były ksiądz zwyczajnie rozminął się z prawdą, co więcej, albo asekuracyjnie zmyślił rozmówcę, albo nie zachował elementarnej czujności. Gdy wrzucimy w wyszukiwarkę Google zapytanie o Frédérica Martela na stronach Gazety Wyborczej, wyskoczy wiele wyników odsyłających do tekstów mówiących o książce francuskiego autora. Część z nich ukazała się przed lub równolegle z komentowaną relacją datowaną na piątego kwietnia. Najstarszy artykuł, który znalazłem, opublikowano dwudziestego piątego lutego10. Jeszcze ciekawiej się zrobi, jeśli wezmę pod uwagę inne media. Równolegle ze Stanisławem Obirkiem pisali dziennikarze pracujący dla Wirtualnej Polski11 i serwisu Gazeta.pl12. Brukowiec Fakt rewelacje rzekomo przemilczanego autora zauważył już czternastego lutego13. A Kultura Liberalna w marcu przygotowała tematyczny numer14, który wykorzystałem w niniejszym tekście. Powiązała homoseksualizm z promiskuityzmem. To znaczy z seksem częstym, ze zmiennymi partnerami i bez zobowiązań. Francuz albo okazuje się maniakiem, któremu wszystko kojarzy się z jednym, albo demaskatorem gejowskiego permisywizmu, albo człowiekiem bardziej nienawidzącym Kościoła niż kochającym gejów. Przypomnę, według zwolenników poluzowania katolickiej moralności nie wolno wiązać klerykalnej pedofilii z zainteresowaniem tą samą płcią, księża homoseksualiści niczym nie różnią się od zwykłych przedstawicieli mniejszości psychoseksualnych.

  • Jakub Janiszewski na łamach internetowego wydania Krytyki Politycznej

Przywołam dziennikarza zajmującego się sprawami międzynarodowymi, zadeklarowanego geja, znawcę własnego środowiska, zwolennika równouprawnienia. Sięgam do tekstu zatytułowanego Posprzątane, który znalazłem, przeglądając internetowy portal Krytyki Politycznej. Czytam deklarację:

(…) faktycznie, będąc w pełni władz umysłowych uważam, że promiskuityzm jest jedną z podstawowych cech mniejszości gejowskiej. Tyle tylko, że moim zdaniem to nie jest oskarżenie, bo nie da się w żaden jednoznaczy sposób stwierdzić, czy to dobrze, czy źle. (pisownia oryginalna – przyp. R.Ż.)15.

W dalszej części rozważań autor wyraźnie skłania się do pochwały swobodnego seksu za obopólną zgodą i niespecjalnie wierzy w ulepszenie człowieka przez celibat. Wydaje się, że powstrzymuje się przed jednoznacznie pozytywną oceną kontrowersyjnych praktyk wyłącznie ze względu na występowanie ryzyk zdrowotnych, aż tu nagle używa zagadkowej formuły:

To, że dana grupa celebruje seks, nie oznacza wcale, że w jej obrębie nie znajdą się tacy, którzy zechcą swoją seksualność zrepresjonować – tak jak wymaga tego wychowywanie dzieci czy wierność partnerowi16.

Indywidualne decyzje nie zapadają w społeczno-kulturowej próżni. Prawdopodobieństwo, że zostaną podjęte ze względu na dobro dzieci lub partnera zależy wprost od siły norm, ideałów i instytucji, które nie mają problemu z pochwalaniem czystości czy wierności. Bez nich rośnie prawdopodobieństwo wychowywania bez odpowiedzialności. Ale mimo to są obiektem ataków ze strony najróżniejszych libertynów i ideologów wywodzących się ze środowiska ludzi o nietypowych skłonnościach psychoseksualnych. I tak oto w tekście Jakuba Janiszewskiego, dla którego Kościół to marginalna i umysłowo ociężała instytucja17., pojawia się ewidentna trudność.

Świętość a tęcza

Przykłady podane powyżej można zdyskredytować, Jakub Janiszewski oberwał od swoich i podobno zmienił poglądy, Francuz to libertyński ekscentryk, a aktor z filmiku na YouTube jest frustrat. Tak będzie przebiegać argumentacja ze strony kogoś, kto z góry opowiada się za swobodnym podejściem do seksu. Ale co z tego? Dla osób wahających się lub stojących po stronie tradycji te przypadki demaskują prawdę, są jak Frédéric Martel dla Stanisława Obirka albo film Kler Wojciecha Smarzowskiego dla antyklerykałów. W konsekwencji pojawia się skojarzenie symboliki gejowskiej tęczy z wyuzdaniem, rozwiązłością, rozpustą. Ma ono swoje konsekwencje dla oceny czynu Elżbiety Podleśnej. Wpisanie znaku rozpoznawczego aktywistów LGBT nie oznacza jakichś mętnych ogólników dobro-ludyzmu. Równa się przypisaniu Maryi tożsamości i praktyk, o których nic nie wiadomo z Biblii, tradycji Kościoła i apokryfów. Zgodnie z doktryną świętość Jezusa Chrystusa i Maryi ma charakter wzorcowy dla chrześcijanina, co więcej, wszyscy powinni nawrócić się i podążać za Ewangelią. W konsekwencji gesty Elżbiety Podleśnej mówią, co następuje:

  • Każdy powinien być gejem, albo lesbijką, biseksualistą, albo… Krótko mówiąc, przynależeć do mniejszości psychoseksualnych,

  • Promiskuityzm należy ocenić moralnie pozytywnie jako docelowy i to w sposób dogmatyczny.

Albo ze względu na ikonograficzny zwyczaj wpisywania narzędzia męczeństwa w aureolę:

  • Działacze LGBT odpowiadają za śmierć Jezusa.

konsekwencje wiarygodnie brzmiał przekaz ministra Brudzińskiego, wedle którego obrazoburcze wizerunki Matki Bożej i dzieciątka były rozwieszone na koszach na śmieci i drzwiach do toalety. Występuje jawna niezgodność między intencjami a ładunkiem interpretacyjnym. Pseudoartystyczna przeróbka wykonana przez Elżbietę Podleśną wpisała się w analfabetyzm symboliczny zaprezentowany przez polityków z Nowoczesnej. Przypominała wykorzystanie pasztetu i zniczy w trakcie wigilii Bożego Narodzenia, odgrywanej w trakcie zimowej okupacji sejmu. W przeciwnym razie sam okazuje się homofobicznym, przynajmniej w świetle mniemań prezentowanych przez ludzi “światłych i tolerancyjnych”. Ale chyba nie należy od nich wiele oczekiwać, skoro w ramach upodabniania tęczy gejowskiej do biblijnej sięgano po rozumowania typowe dla zwolenników swastyki jako dalekowschodniego symbolu szczęścia.

Przypisy

1M. Chrzczonowicz, Polski Kościół nie przestrzega własnego katechizmu,  [dostęp. 06.06.2019].

2 Opieram się na deklaracjach zamieszczonych na portalu Oko.press.

3   Elżbieta Podleśna: Miejsce hierarchów ukrywających pedofilię w Kościele jest na śmietniku historii,[dostęp. 06.06.2019].

4 Osobną kwestią jest jakość polskiego tłumaczenia publikacji. E. Abbott, Historia celibatu, Wrocław 2003.

5 M. Piasecki, Elżbieta Podleśna…, dz., cyt.

6B. Godziński, “Stereotypy istnieją nie bez przyczyny”. Gej z filmów Kruszwila mówi, dlaczego w nich zagrał, “Stereotypy istnieją nie bez przyczyny”. Gej z filmów Kruszwila mówi, dlaczego w nich zagrał,[dostęp. 06.06.2019].

7 F. Martel: Homoseksualizm w Watykanie to norma, [dostęp. 26.03.2019 i 06.06.2019].

8 H. Czyżewski, Czy seksualnością da się wyjaśnić wszystko? Recenzja książki „Sodoma” Frédérica Martela , [dostęp. 07.05.2019 i 06.06.2019].

9 S. Obirek, Spotkanie z F. Martelem [dostęp. 06.06.2019].

10P. Goźliński, M. Wiekły, Samotność w szafie, „Duży Format”, magazyn „Gazety Wyborczej”.

11 , Frédéric Martel: Kościół jest homofobiczny właśnie dlatego, że w znacznej części jest gejowski… rozm. Magda Roszkowska [dostęp.25.02.2019 i 06.06.2019].

12  Frederic Martel pisze o drastycznych przypadkach w Kościele… rozm. Paulina Cieplicka-Włodarczyk,[dostęp. 05.04.2019 i 06.06.2019].

13 Francuski socjolog: 80 procent księży w Watykanie to geje, anonimowy news na internetowym portalu gazety Fakt.[dostęp. 14.02.2019 i 06.06.2019].

14Jakie znaczenie ma seks dla Kościoła, „Kultura Liberalna”, [opublikowane 26 marca].

15 J. Janiszewski, Posprzątane[dostęp. 20.02.2014 i 06.06.2019,

16Tamże.

17Tamże.

Dodaj komentarz