Religijność Alberta Einsteina

Twórca teorii względności z pewnością osiągnął bardzo wiele, ale nie zasłużył na miano wielkiego filozofa religii. Był niemieckim intelektualistą, spadkobiercą filozofii Emanuela Kanta i romantyzmu walczącego z drobnomieszczaństwem. Przywoływanie wypowiedzi Alberta Einsteina w sporze o Boga ma sens, o ile ujmuje się je całościowo, w szerszym kontekście historyczno-filozoficznym.

Ilustracja

Na słabość Einsteinowskiej teologii wskazuje przedmowa Stanisława Butryna do polskiego wydania zebranych pism filozoficznych. Polski historyk myśli ludzkiej przejrzał najróżniejsze, niejednoznaczne wypowiedzi wybitnego fizyka i podsumował:

Jest to koncepcja zawierająca tezy sprzeczne z każdą z głównych koncepcji Boga: teistyczną, panteistyczną oraz deistyczną i dlatego też jest odmienna od każdej z nich. Nie ma charakteru zwartego, jednolitego systemu i jest obarczona niekonsekwencjami wewnętrznymi. (…) Warto podkreślić, że Einstein nieustannie zastanawiał się nad naturą Boga i niekiedy zmieniał swoje wcześniejsze wypowiedzi w tej kwestii. (…) Problem Boga był przedmiotem jego (Alberta Einsteina – przyp. R.Ż.) refleksji od wczesnego dzieciństwa aż do ostatnich chwil życia. Rezultaty tych przemyśleń przedstawiał Einstein zarówno w obszerniejszych artykułach, jak i w krótkich wypowiedziach i listach. (…) Należy je traktować jako luźne, niepowiązane ze sobą, często niespójne stwierdzenia genialnego fizyka, który uważał, że do zrozumienia przyrody niezbędna jest koncepcja Boga i usiłował stworzyć jakiś zarys takiej koncepcji1. (…) Einstein odnosząc słowa „ateista” i „wierzący” do swojej osoby przypisywał im inny sens (niż ten powszechnie przyjmowany – przyp. R.Ż.) Mówiąc o sobie jako o ateiście miał na myśli tylko to, że nie wierzy w Boga osobowego. Natomiast mówiąc, że jest człowiekiem wierzącym, twierdził tylko tyle, że jest głęboko przepojony specyficznym uczuciem, które nazywał „religijnością kosmiczną”, polegającym na fascynacji strukturą wszechświata oraz prawami, które nimi rządzą, a także na wielkiej pokorze wobec przejawiającego się w świecie rozumu bezgranicznie doskonalszego od rozumu ludzkliego2.

Stanisław Butryn podaje różne przykłady wspomnianych niekonsekwencji. Za fałszywą uznaje Einsteinowską autoidentyfikację z panteistyczną myślą Barucha Spinozy. O ile niderlandzki myśliciel przyjmował, że istnieje wyłącznie byt o nieskończonej liczbie atrybutów, dostępny człowiekowi pod dwoma wiecznymi postaciami, czyli jako materia i myśl – powiada komentator – o tyle Albert Einstein głosił coś zgoła przeciwnego. Mówił zarówno o skończonym wszechświecie, jak i nieskończenie doskonałym bycie duchowym3. Nie wiadomo – dodaje interpretator – jak Albert Einstein godził swoje spojrzenie na Boga z przekonaniem o niemożności zaangażowania Go w ludzkie sprawy4. W korespondencji z Michaelem Bornem i w innych wypowiedziach utożsamił Boga ze „stwórcą” – cały czas podążam za wywodami polskiego historyka filozofii – ale jednocześnie odrzucał kreacjonizm. Nie chciał zaakceptować nowego, dziś już obowiązującego modelu wszechświata, bo idea Wielkiego Wybuchu za bardzo przypominała antropomorficzne wyobrażenia o Boskim akcie stwórczym5.

Krytyka i własna lektura

Wykorzystana interpretacja jest bardzo rozbudowana, ciekawa i dobrze uzasadniona, ale zarazem nie pozbawiona wad. Stanisław Butryn nie docenia dwóch rzeczy. Po pierwsze – o czym jeszcze powiem – doświadczenie religijności kosmicznej w Einsteinowskiej wizji świata okazuje się niezależne i bardziej pierwotne niż działalność naukowa. Po drugie, zastąpienie osobowego Boga niby to bezosobowym rozumem czy innym kwadratowym kołem to z punktu widzenia ateizmu   żaden interes.

Uważny czytelnik pism Alberta Einsteina nie ma do czynienia z celowym maskowaniem własnych przekonań – co w niewierzących oczach jeszcze ratowałoby sytuację – lecz ze świadomie stworzoną, ekstrawagancką, a zarazem chałupniczą teorią religioznawczą. Sięgam do eseju Religia a nauka. Albert Einstein rozpoczyna swój wywód od zdiagnozowania źródeł tej pobożności, od której stroni. Mówi więc o antropomorficznych wyobrażeniach teologicznych, rozbudzonych przez ludzkie lęki i nadzieje oraz potrzeby społeczne i moralne6. A następnie stwierdza:

Zawsze natomiast istnieje trzeci stopień przeżywania religijnego, chociaż rzadko w czystej postaci; chciałbym go określić jako religijność kosmiczną. Z trudnością tylko można ją przedstawić komuś, kto nie ma z nią nic wspólnego, ponieważ nie odpowiada jej żadne antropomorficzne wyobrażenie Boga. Jednostka czuje nicość ludzkich pożądań i celów oraz wzniosłość i cudowny porządek objawiający się w przyrodzie, a także w świecie myśli. Odczuwa ona indywidualną egzystencję jako coś w rodzaju więzienia i chce przeżywać całość tego, co istnieje jako coś jednolitego i sensownego. Zalążki religijności kosmicznej znajdujemy już we wczesnym stadium rozwoju (…). Religijność kosmiczna jest najmocniejszą i najszlachetniejszą sprężyną napędową badań naukowych. (…) Religijność jego (uczonego z prawdziwego zdarzenia – przyp. R.Ż.) polega na pełnym zachwytu zdumieniu harmonią prawidłowości przyrody, w której objawia się rozum tak przemożny, że wszystko, co rozumne w ludzkim myśleniu i decydowaniu jest wobec niego bladym odblaskiem. Uczucie to jest głównym motywem jego życia i dążeń, o ile potrafi on wznieść się ponad niewolę samolubnych chęci7.

Choć Albert Einstein twierdzi, że zachodzi sprzężenie zwrotne między twórczością artystyczną i naukową a religijnością kosmiczną8, to jednak w ramach rekonstruowanej teorii sztuka i specyficzna pobożność odgrywają rolę bardziej pierwotną i podstawową. Einsteinowska mistyka okazuje się bowiem chronologicznie wcześniejsza niż zmatematyzowane przyrodoznawstwo, które w ujęciu uczonego odsłania skrajnie deterministyczny obraz rzeczywistości9. Choć religijność kosmiczna nieraz konfliktowała jednostkę ze zinstytucjonalizowanymi i zdogmatyzowanymi formami ludzkich wierzeń – rekonstruuję podejście Alberta Einsteina – bywała pomocna w zdobywaniu laurów pobożności10. Ale może podejście racjonalne jest zdolne zastąpić to, co dla mistyki okazuje się środowiskowym naturalnym? Czy istnieje zamiennik pobożności nastawionej na osobistą relację z Bogiem? Aby odpowiedzieć na to pytanie, sięgam do innych tekstów wielkiego fizyka. Zacznę od rozmowy Alberta Einsteina z filozofem Jamesem Murphym i popularyzatorem nauki Johnem W. N. Sullivanem, która odbyła się w latach trzydziestych dwudziestego wieku11. Przytaczam fragmenty wypowiedzi wielkiego fizyka:

Filozofia praktyczna oznaczałaby filozofię zachowania się ludzi. A nie sądzę, że nauka może nauczyć ludzi być moralnymi. Nie wierzę, aby filozofia moralna mogła być kiedykolwiek oparta na podstawie naukowej. Nie mógłby pan, na przykład uczyć ludzi, aby stawali jutro w obliczu śmierci, w obronie prawdy naukowej. Nauka nie posiada tego rodzaju władzy nad ludzkim duchem. Ocena wartości życia i wszystkich jego najszlachetniejszych przejawów może wyniknąć tylko z tęsknot duszy wobec jej własnego losu. Wszelka próba redukcji etyki do formuł naukowych musi ponieść fiasko. Jestem o tym całkowicie przekonany12.

Albert Einstein równie kategorycznie wyraża się w tekście Nauki przyrodnicze a religia. Przytaczam:

Wśród postępowych umysłów panował pogląd, że pora na to, aby wiedza stopniowo zastępowała wiarę: wiara nieoparta na wiedzy miała być przesądem i należało ją zwalczyć. Wychowanie miało według tego ujęcia kształcić tylko myślenie i wiedzę (…). Słaby punkt tego ujęcia polega jednak na tym, że tych przekonań, które są decydujące i niezbędne dla naszego działania i wartościowania zupełnie nie można wyprowadzić wyłącznie ową solidną naukową drogą13.

W dalszej części Einsteinowskiego tekstu pojawia się idea, wedle której nauka zajmuje się tym, jak jest i może co najwyżej to lub owo podpowiedzieć, jeśli idzie o osiąganie pożądanych rezultatów. Ustalanie ostatecznych celów i powinności zostaje pozostawione religii, która utrwala swoje przesądzenia w życiu społecznym. Zorganizowana pobożność obywa się bez racjonalnej podbudowy – powiada wielki fizyk – bo swoje istnienie zawdzięcza silnej tradycji i przypomina żywą istotę, która nie potrzebuje uzasadnień dla swego trwania. Nakierowana jest na swobodny i sodpowiedzialny rozwój, który przeradza się w bezinteresowną służbę każdemu człowiekowi, znaną również pod postacią nauki14.

Albert Einstein dostrzegał jak bardzo jego czasy są odległe i wyprute z religijnych ideałów15. Wydaje się ponadto, że w tekstach Nauki przyrodnicze a religia16 oraz Religia i nauka: czy są nie do pogodzenia17 wyraził nadzieję na zgodne współżycie ascetycznych uczonych i kapłanów, którzy po prostu zrezygnują z dogmatyzowania przesłań zawartych w objawieniu i rozprawiania o osobowym Bogu ingerującym w świat. Jeśli Albert Einstein rzeczywiście liczył na to, że proponowane rozwiązania doprowadzą do pokoju między przyrodnikami i teologami, to najwyraźniej nie docenił następującego faktu. Oczyszczanie treści moralnych z tego, co ma być zaledwie teologiczną otoczką lub tylko sposobem mówienia, przerabia żywe wezwania w martwe nakazy prawa. Aby religia mogła realizować w sferze społecznej to, czego oczekuje od niej Albert Einstein, musi posługiwać się zarówno dogmatem, jak i angażującą opowieścią. Nawet jeśli zrezygnowałaby z pojęcia osobowego Boga ingerującego w świat, to i tak odwoływałaby się do jakiejś nieosobowej nadprzyrodzoności lub irracjonalnych przesądzeń mówiących o naturze świata. Ze scjentystycznego bądź po prostu konsekwentnie ateistycznego punktu widzenia dalej byłaby nie do zaakceptowania.

W konsekwencji myśl twórcy teorii względności odstaje od wielu dzisiejszych autorów, dla których w odkrywaniu rzeczywistości bardziej liczy się metoda niż wybitna jednostka natchniona mistycznym przeżyciem. Zmaga się ponadto z dylematem wynikającym z jednoczesnego przyjmowania następujących tez:

  • Źródła ludzkich motywacji, w tym również moralnych i poznawczych, są w dużej mierze niezależne i opozycyjne względem racjonalnego poznania, co więcej, względem nauki z prawdziwego zdarzenia pełnią rolę fundacyjną.

  • Rozwój nauki wysusza te źródła.

Przypisy

1S. Butryn, Słowo wstępne, [w:] A. Einstein, Pisma filozoficzne, Warszawa 2001, s., LXXXVIII, XCII-XCIII.

2Tamże, s. LXXXIX-XCII.

3Tamże, s. LXXXV- XXXVI.

4Tamże, s. LXXXVIII.

5Tamże, s. LXXXVI-LXXXVII.

6 A. Einstein, Nauka a religia, [w:] A. Einstein, Pisma filozoficzne, dz. cyt., s. 344-347.

7 Tamże, s. 347-350.

8 Przytaczam: Jak ludzie mogą sobie przekazać religijność kosmiczną, gdy przecież nie może ona prowadzić do jakiegoś określonego pojęcia Boga ani do teologii? Wydaje mi się, że najważniejszą funkcją sztuki i nauki jest rozbudzanie i utrwalanie tego uczucia u ludzi wrażliwych. Tamże, s. 347.

9 Tamże, s. 349.

10 Uprzedzam czytelnika, ze w tym momencie dokonuję naprawdę życzliwej interpretacji. Wywód Alberta Einsteina w pewnym momencie staje się po prostu mętny, robi wrażenie próby załatania słowami dziur w koncepcji. Uczony chciałoby ujednolicić nazbyt różne postacie, to znaczy: pogańskiego filozofa w ogóle nieznającego pojęcia herezji, żydowskiego odszczepieńca Barucha Spinozę i świętego Franciszka z Asyżu, któremu nigdy nie zarzucano odstępstwa od wiary katolickiej. Tamże, s. 347.

11 W przywołanej dyskusji ciekawie wygląda początkowa wymiana zdań między Jamesem Murphym a Albertem Einsteinem. Filozof wspomina, że jakiś czas temu w Nowym Yorku objawił się uczony – który stwierdził, ze nadszedł czas, by nauka stworzyła nową definicję Boga – a potem odbyła się dyskusja z udziałem prasy i duchownych. Głównym argumentem kapłanów okazało się twierdzenie, że nauka nie powinna zajmować się Bogiem, bo nie ma nic wspólnego z religią. Zarówno James Murphy, jak i Albert Einstein, dostrzegli absurd zarówno w wystąpieniu uczonego, jak i postawie jego religijnych oponentów. Nauka a Bóg, rozm. A. Einstein, J. Murphy, J. W. N. Sullivan, [w:] A. Einstein, Pisma filozoficzne, dz. cyt., s. 351, 353.

12 Tamże, s. 351, 353.

13 A. Einstein, Nauki przyrodnicze a religia, A. Einstein, Nauka a religia, [w:] A. Einstein, Pisma filozoficzne, dz. cyt., s. 364.

14 Tamże, s. 364-366.

15 Tamże, s. 366.

16Tamże, 363-372.

17. A. Einstein, Religia i nauka: czy są nie do pogodzenia, A. Einstein, Nauka a religia, [w:] A. Einstein, Pisma filozoficzne, dz. cyt., s. (uzupełnię).

2 komentarze do wpisu „Religijność Alberta Einsteina”

  1. Interesujący post. Tą duchowością Einsteina szasta się na prawo i lewo- i każdy wykorzysta ją na swoją korzyść 🙂 Pamiętam gdy raz pastor orzekł zdecydowanie , cytując Einsteina: “Pan Bóg nie gra w kości!” — ale …..właściwie co to oznacza? szkoda, że nie zapytałam 🙂
    Na szczęście Bóg zna serce Einsteina.

    • Bóg z Einsteinem sobie poradzi. A odnośnie tego powiedzonka… Fizyk mówił o niegraniu w kości, bo nie wierzył w teorię kwantową. Najpewniej miał na myśli obowiązującą w fizyce kwantowej zasadę nieoznaczoności. Zasada mówi, że istnieją takie pary wielkości (parametry), które nie dają się jednocześnie określić z taką samą dokładnością i nie wynika to z niedostatku narzędzi badawczych. Wygląda to trochę tak, jakbyśmy rzutem kostką losowali, co jest, a czego nie ma w danym bycie. Pomimo tego niedowiarstwa sam Einstein odnosił spore sukcesy w rozwijaniu niewiarygodnej teorii opisującej zjawiska zachodzące w mikroskali.

Dodaj komentarz